Na temat alkoholizmu
Przemyślenia alkoholika na drodze ku wyzwoleniu z piekła nałogu, wywodzące się z sugestii napotkanych ludzi, fachowców w dziedzinie, literatury oraz własnych doświadczeń na ten temat.
W tym miejscu chylę czoła przed tymi ludźmi, którzy przyczynili się do tego, że rozpoczęły się we mnie procesy powrotu do zdrowego, pogodnego życia. Dzięki nim potrafiłem odnaleźć siebie i na nowo stać się trzeźwym, kierującym się zdrowym rozsądkiem człowiekiem, coraz bardziej pożytecznym w społeczeństwie, tego czasem dziwnego świata.
Całe lata powstawała w mojej głowie świadomość, że nie nadaję się do niczego. Nie jest mi więc łatwo. Nauczyłem się jednak, że wciąż mogę liczyć na wsparcie drugiego człowieka, jeśli zabraknie mi własnych sił.
Alkoholizm nasz los.
Uzależnienie od alkoholu kojarzone jest z długotrwałym piciem i nadużywaniem alkoholu, co prowadzi do nawyku dalszego sięgania po alkohol prowadzącego aż do negatywnych skutków biologicznych, psychicznych, duchowych i społecznych. Problem alkoholowy wynika ze zjawisk towarzyszących nadużywaniu alkoholu i z samej choroby alkoholowej, prowadząc do degradacji psychofizycznej, także duchowej, w koncu społecznej i ekonomicznej u pijących, ich rodzin i całych środowisk, w których żyją
Istnieje wiele definicji uzależnienia od alkoholu. Jedne mówią, że problem zaczyna się w chwili, gdy alkohol przestaje służyć człowiekowi zgodnie ze swoim przeznaczeniem, a picie staje się celem samym w sobie. Inne podkreślają zachowania ograniczające wolność ludzkich pragnień.
Różnie się też określa powstawanie uzależnienia. Wskazuje się na uwarunkowania środowiskowe oraz biologiczne i psychiczne. Przedstawiciele znaczenia biologicznego, jako podstawy uzależnienia, zwracają uwagę, że wypijany alkohol, u osoby uzależnionej, poprawia samopoczucie fizyczne i funkcjonowanie organizmu w ogóle, co prowadzi do dobrego samopoczucia psychicznego i zadowolenia z siebie. Warto jednak podkreślić, że jeżeli za uzależnienie odpowiedzialne są geny, to są to geny “skłonności do alkoholizmu” i nie stanowią one całego kodu genetycznego. Do rozwoju uzależnienia jest potrzebny jeszcze czynnik środowiskowy, a na to już można mieć wpływ. Trzeba też pamiętać, że alkoholizm nie powstaje tylko z właściwości samego alkoholu. Nie każdy pijący się uzależnia. Poprzez picie, jedynie zwiększa się takie ryzyko.
Podchodząc do uzależnienia od strony psychologicznej, wynika ono z połączenia pozytywnych przeżyć psychicznych z pewnymi zachowaniami i sytuacjami, które pijący później stara się odtworzyć, aby tego typu odczucia przeżyć jeszcze raz. Alkohol na pewno poprawia nastrój i pomaga zapomnieć o problemach, co stanowi o jego atrakcyjności emocjonalnej. Alkohol potrafi szybko i skutecznie zmieniać ludzkie emocje, a dzięki takim właściwościom jest bardzo pożądany przez osoby, które doświadczają bolesnych przeżyć i chcą się ich pozbyć za każdą cenę, nawet ryzykując wolnością i utratą życia. Determinowane niskim poziomem uspołecznienia, brakiem opanowania i konsekwentnego działania, pogrążają się w takim myśleniu jak brak sensu życia, poczucie obniżonej wartości własnej, sprzyjając zachowaniom na potrzeby rozwijania swojego uzależnienia.
Uwarunkowania środowiskowe są niezwykle istotnym czynnikiem powstawania problemów alkoholowych i uzależnienia od alkoholu. Wielokrotne badania socjologiczne wskazują na związek podatności do nałogu, a jakością życia rodzinnego i wychowania. Ogromne znaczenie mają również obowiązujące w danych społeczeństwach modele zachowań w określonych sytuacjach jak i szerzące się mody w środowisku młodzieży. Przekonanie, że spożywanie alkoholu warunkuje dobrą zabawę i przynależność do elity towarzyskiej, może prowadzić do powstawania problemów alkoholowych i szybkiego rozwoju choroby alkoholowej.
Termin “alkoholizm” wprowadził w 1849r. szwedzki lekarz Magnus Huss. Uzależnienie alkoholowe to bezpośrednia konsekwencja nadużywania alkoholu i oznacza spożywanie tej substancji w sposób negatywny, a dalej powodujący destrukcyjne konsekwencje dla pijącego i dla jego otoczenia. W 1956 r. alkoholizm został wciągnięty na listę chorób WHO i jest uznany za jedną z najbardziej destrukcyjnych chorób i zarazem jedną z niewielu, której istnienie podważa sam chory. Prowadzi do degradacji życia i powoduje pogłębiającą się utratę zdolności do normalnego funkcjonowania w rodzinie i społeczeństwie.
Wiek inicjacji alkoholowej, pierwszego kontaktu z alkoholem i jego efektami, ma tutaj istotne znaczenie. Choroba alkoholowa rozwija się szybciej i może powstać już po kilku miesiącach jeśli kontakt z alkoholem następuje już w latach szkolnych.
W tym czasie organizm ludzki dopiero się kształtuje. Powstają pierwsze trwałe nawyki i reakcje na sytuacje życiowe. Każda dawka alkoholu w tym okresie ma ogromny wpływ na zniekształcenie rozwoju młodego człowieka. W okresie dorastania młody człowiek napotyka problemy, których jeszcze nie rozumie i są one dla niego prawdziwe trudnym wyzwaniem. Wszelkie kłopoty osobiste, zawody miłosne, depresje, niepowodzenia w szkole, poczucie braku bezpieczeństwa, akceptacji, zrozumienia i miłości, u ważnych dla niego osób, rozpraszane wpływem alkoholu na percepcję, czynią go słabym psychicznie i duchowo, a w konsekwencji, niezdolnym do radzenia sobie z życiem. Drugim, istotnym czynnikiem mającym wpływ na tempo zaistnienia choroby alkoholowej jest ilość i częstotliwość spożywanego alkoholu.
W analizie alkoholizmu, od kilkunastu lat, wprowadza się terminologię syndromu lub zespołu uzależnienia od alkoholu. Charakteryzują to następujące objawy:
- zmiana tolerancji na alkohol, która ujawnia się, gdy wypicie tej samej ilości, co kiedyś, powoduje słabsze niż uprzednio efekty, wzrost tolerancji na alkohol następuje stopniowo, jest charakterystyczny dla początków uzależnienia i sprzyja zwiększeniu ilości alkoholu oraz intensywności picia,
- alkoholowy zespół abstynencyjny, który wykształca się po kilku latach intensywnego picia, a w okresie młodości, kilku miesiącach i jest powodowany obniżaniem się zawartości alkoholu we krwi, a reakcją jest brak łaknienia, nudności, wymioty, biegunki, wszelkie przyspieszenia akcji serca, zaburzenia rytmu, podwyższone ciśnienie krwi oraz wzmożona potliwość, rozszerzone źrenice, suchość śluzówek jamy ustnej, przypominające objawy grypowe ogólnie złe samopoczucie, osłabienie, podwyższona ciepłota ciała, bóle mięśniowe i bóle głowy, występują silne drżenia rąk, a niejednokrotnie całego ciała oraz obecność tzw. głodu alkoholowego i ostre psychozy alkoholowe, czyli delirium tremens, halucynacje i majaczenia,
- utrata kontroli nad ilością spożywanego alkoholu, nieprzezwyciężona chęć kontynuowania picia odczuwana jako przymus psychiczny i fizyczny, która może się “obudzić” nawet przy spożyciu rzeczywiście niewielkiej ilości alkoholu przez osobę uzależnioną, powodując tzw. “ciąg alkoholowy”, w którym alkohol staje się jedynym spożywanym pokarmem i źródłem energii, pozbawiając organizm całego szeregu niezbędnych do życia i rozwoju organizmu substancji i witamin,
- zaburzenia pamięci i świadomości, czyli luki pamięciowe, w których znikają całe fragmenty zdarzeń, które pomimo starań zmierzających do utrzymania pozorów racjonalności i ciągłości wydarzeń, pochłaniają coraz więcej świadomego egzystowania osoby uzależnionej,
- koncentracja życia wokół alkoholu, charakteryzująca się poświęcaniem coraz więcej czasu i zachowań na zdobycie alkoholu przez osobę uzależnioną, tworzącą coraz bardziej “egzotyczne” okazje do wypicia, ponieważ obecność samego alkoholu w jej życiu staje się czymś niezwykle ważnym, ważniejszym od pozostałych uwarunkowań zewnętrznych,
- głód alkoholowy, subiektywne uczucie łaknienia, polegające na wewnętrznym przymusie wypicia determinowane strachem i obawą, że nie wytrzyma się bez alkoholu,
- nawroty picia, charakteryzujące się niepowodzeniami przy wszelkich próbach udowadniania innym i sobie samemu, zdolności do kontrolowanego picia.
Podstawą wprowadzenia terminu “zespół uzależnienia od alkoholu” stała się taka właśnie koncepcja alkoholizmu opracowana przez Edwardsa i Grossa, uwzględniająca objawy fizjologiczne, psychiczne oraz społeczne.
Poznanie mechanizmów i procesów rozwoju choroby alkoholowej pozwala na zrozumienie jej prawdziwej natury. W świetle najnowszych badan i nowoczesnej wiedzy o tym uzależnieniu, główny mechanizm tej choroby związany jest ze sferą ludzkich emocji. Oznacza to zależność reakcji emocjonalnych od potrzeby wypicia. Alkohol staje się podstawowym źródłem przyjemności, przy zanikaniu takich doznań z innych źródeł. Obniża się odporność psychiczna, a lęk przed trudnościami i zmianami w życiu staje się silniejszy od strachu przed konsekwencjami picia. Alkohol pozwala mniej cierpieć, ale uzależniona osoba nie pamięta, że to jedynie chwilowe stany ulgi.
Coraz silniejsze stają się przekonania, że picie jest konieczne, utrwalając nastawienie na bezpośrednie i zamierzone manipulowanie własnymi stanami emocjonalnymi. Wynikiem tego jest umocnienie pragnienia alkoholu, jako jedynego środka poprawiającego nastrój emocjonalny, zastępującego wszystkie inne elementy życia, które normalnie stanowią źródło znaczących i pożądanych doświadczeń życiowych, stając się bardziej potrzebnym niż najbliższe osoby, praca, przestrzeganie prawa i zasad moralnych.
Wszelkie próby porozumienia z osobą uzależnioną na płaszczyźnie intelektualnej nie mają tutaj żadnej racji bytu. W umyśle uzależnionego, system iluzji i zaprzeczeń, jest rozbudowany na bazie przywiązania emocjonalnego do alkoholu. Na zachowania u człowieka zrównoważonego emocjonalnie mają wpływ subiektywne odczucia, ale również obiektywna analiza sugerowana informacją z zewnątrz. Myślenie osoby uzależnionej polega na pełnym przekonaniu o braku utraty kontroli zarówno nad ilością spożywanego alkoholu jak i samym życiem, nawet wbrew elementarnym faktom i osobistym doświadczeniom. Chory zawsze znajdzie jakieś argumenty, które według jego logiki, stanowią usprawiedliwienie własnych zachowań. W końcu takie samozakłamanie prowadzi nie tylko do zniekształcenia tego co uzależniony odczuwa i myśli, ale tego co widzi i słyszy. Poprzez zaprzeczanie tworzy przekonanie, że coś nie istnieje, mimo, że w rzeczywistości występuje, traktując tak wszelkie swoje problemy. Minimalizując, przedstawia je tak, że wydają się nie tak poważne jakimi są naprawdę.
Buduje cały system usprawiedliwień, alibi i innych wyjaśnień, racjonalizując swoje poczucie odpowiedzialności. Obwinia innych za własne zachowania. Przy pomocy uogólnień i spekulacji intelektualnych unika konkretnej i osobistej świadomości własnych problemów. Odwraca od siebie uwagę, zmieniając tematykę rozmowy, gdy ta zaczyna zbliżać się do jego zachowań związanych z alkoholem. Tworzy naiwne wizje przyszłości i własnych zachowan. Koloryzuje wspomnienia, intelektualizuje problemy, udaje osobę świadomą i wiedzącą czego chce, do czego dąży i wierzy w to bez najmniejszych wątpliwości.
System iluzji i zaprzeczeń skonstruowany jest dla poczucia bezpieczeństwa u osoby uzależnionej, przed uświadomieniem sobie faktu własnego uzależnienia. Służy również do ukrywania tego faktu przed innymi. Niektórzy, dzięki temu pozostają nieświadomi swojego problemu, niektórzy potrafią go wyprzeć jedynie częściowo, ale pozostają oporni wobec uznania własnej porażki. Dopóki nie zostanie w jakiś sposób, zburzona ta zapora, uzależnieni nie są zdolni skłonić się ku przyjęciu jakiejkolwiek pomocy.
Alkoholik pod wpływem alkoholu przeżywa swoją rzeczywistość jednoznacznie pozytywnie. Samego siebie uważa ze dobrego człowieka, przyjacielskiego, zdolnego do wypełniania wszystkich swoich powinności życiowych. Radosnego i silnego we wszystkich aspektach. Często jest w tym utwierdzany przed środowisko i rodzinę, ponieważ najczęściej nie widać, że jest pijany.
Natomiast w fazie “niedopicia” czyli nieosiągnięcia jeszcze odpowiedniego stanu upojenia by poczuć się dobrze, bądź, po odstawieniu alkoholu ma tendencję do całkowitego przekreślania swoich zdolności i będąc w stanie załamania buntuje się przeciw wszystkim i wszystkiemu. Uzewnętrznia swoje poczucie winy, zawstydzenie, bezradność i słabość, tworząc warunki i usprawiedliwienie do kolejnego sięgnięcia po alkohol. W zaawansowanym stadium choroby, grozi to ciągiem alkoholowym i zgonem z przepicia.
Badania prowadzone nad fizjologicznym aspektem choroby alkoholowej wykazują, że w miarę nadużywania alkoholu następują nieodwracalne zmiany w procesie jego przyswajania przez organizm uzależnionego i chemicznego rozkładu. W organizmie alkoholika pojawiają się substancje nie występujące w organizmach ludzi nieuzależnionych. Jedną z takich nietypowych substancji jest związek chemiczny zwany w skrócie THIQ. Po spożyciu choćby minimalnej ilości alkoholu pojawiają się w mózgu śladowe tego ilości, domagające się większej ilości alkoholu w celu dalszej reprodukcji. Być może jest to wyjaśnienie dla zadziwiającego zachowania alkoholików, którzy po długotrwałej, a nawet wieloletniej abstynencji, przy wypiciu niewielkiej ilości alkoholu, popadają w zniewalający ich ciąg alkoholowy.
Na podstawie tej analizy choroby alkoholowej, trzeba spojrzeć na nią jako na chorobę o charakterze chronicznym i spowodowanej nadużywaniem alkoholu.
Poznanie podstawowych jej mechanizmów, sprawiających sięganie przez uzależnionego po alkohol, pomimo narastających strat i destrukcji, pomagają zrozumieć takie zachowania. Zaburzenia w sferze emocjonalnej i intelektualnej, zmiany w sferze fizjologicznej, a także w sposobie przeżywania samego siebie, sprawiają, że choroba ta jest nieodwracalna, czyli, że osoba cierpiąca na zespół uzależnienia alkoholowego nie może już nigdy odzyskać zdolności kontroli ilości spożywanego alkoholu.
Czy da się z tym żyć?
Przemyślenia alkoholika na drodze ku wyzwoleniu z piekła nałogu, wywodzące się z sugestii napotkanych ludzi, fachowców w dziedzinie oraz własnych doświadczeń na ten temat.
Kto chciałby o sobie powiedzieć, że jego życie to całkowita, absolutna porażka?
Każdy człowiek będzie się buntował na takie słowa, każdy będzie próbował odnaleźć tę choćby cząstkę, wskazująca na bycie wciąż w obszarach normalności. Będzie próbować wskazać to czy tamto wydarzenie, bądź dokonanie, aby obronić swoją istotę człowieczeństwa. Odszuka choćby iskrę, by móc znów rozpalić ten sam płomień: “naprawdę bardzo trudno przyznać się, że z kieliszkiem w ręku pozwoliliśmy się opętać zabójczej obsesji picia, od której już tylko Opatrzność może nas uwolnić”.
Ta zatrata siebie nie ma porównania z niczym innym. Obłęd rozniecania wciąż na nowo tego samego płomienia życia, wciąż w tym samym palenisku wyssał z nas całą wole zmiany sytuacji. Beznadzieja i świadomość niemożności poradzenia sobie z alkoholizmem, przytłacza coraz bardziej.
Przyznanie się do bezsilności wobec alkoholu i niekierowania swoim życiem, wbrew pozorom, przynosi wyzwolenie i staje się przyczynkiem budowania zupełnie nowego, szczęśliwego i wartościowego życia. To właśnie taka kapitulacja pozwala nam się wyzwolić i odzyskać siły. Ale dopóki nie nastąpi, głęboka i prawdziwa, niewiele sie zmieni, a niekontrolowane pijaństwo będzie powracać. Choroba alkoholowa będzie się pogłębiać, a bezradność wzrastać. Świadczą o tym doświadczenia alkoholików, liczonych w miliony istnień.
Zaufanie do siebie w walce z alkoholem, jest nic nie warte i może być tylko przyczyną kolejnego upadku. Każdy z nas wie ile znaczy nawet najbardziej wytężona siła ludzkiej woli wobec podstępnej perfidii alkoholu i obłędu w jaki popadliśmy: “tyrania alkoholu działa jak miecz obosieczny: najpierw zostaliśmy porażeni przez obłędną pokusę skazująca nas na przymus picia, a następnie przez fizyczne uczulenie prowadzące do ostatecznego samozniszczenia w miarę rozwoju choroby”.
Któż z nas potrafi oskarżyć siebie o rozsądek, skoro dopada nas to alkoholowe szaleństwo? Alkoholicy prawie nigdy nie wracają do zdrowia o własnych silach.
Dlaczego tak bezwzględnym warunkiem jest całkowita kapitulacja i absolutna abstynencja od alkoholu? Po co jest konieczne poczucie osiągnięcia własnego dna?
Ponieważ potrzebna jest zmiana dotychczasowego sposobu życia. Przyjęcia innych jak do tej pory postaw i zachowań życiowych. To dopiero pod pręgierzem nałogu zwracamy się po pomoc i dopiero wtedy dowiadujemy się i tak naprawdę zaczynamy pojmować, skalę naszego upadku. Dopiero dzięki temu mamy motywację do tych zmian. I jeżeli jesteśmy skłonni naprawdę zrobić wszystko by się uwolnić od tej jakże bezlitosnej obsesji, otrzymujemy szanse na wyzdrowienie lub odrzucając tą nową świadomość, umieramy w alkoholowym cierpieniu.
Trzeba jednak pamiętać, że jeżeli ktoś stał się alkoholikiem, kimś kto utracił kontrolę nad ilością spożywanego alkoholu, to pozostanie takim do końca życia. Gdyż jest to choroba nieuleczalna i pogłębiająca się. Możemy ją jednak powstrzymać, zaaresztować, poprzez zachowanie abstynencji od alkoholu. A dzięki rozwojowi osobistemu, duchowemu, możemy żyć tak, jak byśmy nigdy nie byli alkoholikami, a nawet nieco lepiej.
Piciorys – życiorys pijaka.
Na początku był chaos, chaos był dobry. Potem rozdzieliłem światłość od ciemności – i to mnie zgubiło…
Mam na imię Jarek, jestem alkoholikiem.
Piłem alkohol od kiedy pamiętam. Jak byłem małym chłopcem, rodzice podczas radosnych imprez podawali mi alkohol, by dodać gadżetu do uciechy. Gościom to imponowało, …takie dziecko! …a już potrafi…
A i mi to pasowało. Byłem fajnie zakręcony i w centrum uwagi
I tak mi zostało…
Ujrzałem sposób na życie. Moi rodzice żyli w takich, a nie innych warunkach. Wokół duża rotacja ludzi. Wciąż nowe twarze. Życie w strachu i przełamywanie się nawzajem.
Alkohol służył do tego niczym czarodziejska różdżka. Wszyscy radośni i otwarci, a ja w centrum
Potem zauważyłem, że to rzeczywiście działa. Zacząłem trzymać się starszych ode mnie. Wkupywałem się załatwianym, dzięki kłamstwu, alkoholem, a wśród rówieśników i młodszych ode mnie byłem kimś ważnym
Potem sam wyruszyłem pomiędzy ludzi. Rozpoczęła się rotacja wokół mnie. Najpierw szkoła zawodowa. Chłopak, który zapowiadał się na kogoś porządnego, poszedł do budowlanki. Pierwsza własna decyzja. Przeciw rodzicom, nauczycielom, systemowi, a może, tak naprawdę, chodziło mi o piwo na budowie…
Zawodówkę omal nie przepiłem. Na pewno przepiłem zaufanie kilku ważnych i bliskich osób, kilku mniej ważnych i swoje…
Po raz pierwszy zaczynałem się bać siebie. Nie rodziców, szkoły i systemu ale zadziwiającej łatwości dokonywania poważnych błędów.
Co ciekawe… pod wpływem alkoholu, który kojarzył mi się z ciepłotą ludzką, zaufaniem, wspólnotą…
Zaczynałem wyraźnie rozumieć, że czegoś w tym wszystkim nie rozumiem…
Być może dlatego tak łatwo było mi odejść z technikum i nie zdać do drugiej klasy. Zaczynała mi towarzyszyć porażka…
Kolejna przeprowadzka. Tym razem do naprawdę dużego miasta. Okna na świat. Kolejni nowi ludzie, zatrudnienie, dorosłość, traktowanie mnie równorzędnie, mimo, że się nie wkupiłem… Byłem, pod tym względem, równiacha
Nie trzeba mnie było namawiać…
Pierwszy raz zobaczyłem, że ludzie mają mnie na uwadze, bo jestem…
Jednak nadal trenowałem swój, poznany za dzieciaka, sposób na życie. Już nie potrafiłem się ocknąć. Wróciłem do szkoły. Tym razem wieczorowej. Pracowałem, dziewczyna, kumple, wielki świat wokół, idea Rastafarianizmu, życia w zgodzie z Bogiem i naturą, odpowiedzialność za babcię i niepełnosprawną ciotkę… Wtedy poznałem zbawienny wpływ klina na życie…
Życie moje zostało uratowane… Przecież tylko dzięki alkoholowi potrafiłem to wszystko ogarnąć, a teraz jeszcze bardziej
Po roku dojechali rodzice… No i dopiero się zaczęło… Znienawidziłem ich za to, że ukazali mi tę prawdę, którą ukrywałem przed innymi. A inni pomagali mi ją ukryć przede mną samym… Staczałem się szybciutko…
W pracy kręcili nade mną głową. Szkoła przepadła. Dziewczyna odeszła. W domu wojna. Koszmar. A na koniec, walka z trzmielami zagnieżdżonymi pod kołdrą…
Porażka. Prawdziwa porażka… A tak pięknie miało być…
Trafiłem do armii. Mówiono tam na mnie uśmiechnięty. Może dlatego, że już znałem cierpienie. Może dlatego że już wiedziałem czego się bać…
W armii przestałem się upijać. Żadnych wielodniówek. Jadłem i spałem spokojnie. Odzyskałem wiarę w siebie i w przyszłość. Przecież nie mogło jeszcze ze mną być tak źle…
Do cywila wychodziłem mając marzenia, plany, chęć do życia. Niedługo zmieniłem pracę. Miałem lepszą i większe pieniądze. Wszystko się układało pięknie – do pierwszej wypłaty…
Wtedy poznałem przyjacielską dłoń drugiego człowieka, bo sam nie byłem w stanie wlać w siebie alkohol… Kolejna porażka. Przepadły marzenia… Plany… Wolność… Potężny cios…
Postanowiłem więc zawalczyć o siebie. Coś przecież było w tym świecie… Dopiero co miałem się ok… Zacząłem polepszać sobie życie. Wywalili mnie z tej pracy, ale wygrałem na tym. Ówczesna kuroniówka i nieźle płatna praca, do tego lewizna… Wszystko było w zasięgu… I przepadło… Ktoś za mnie spłacił długi. Ktoś się zaopiekował, pomógł… Też przepadło…
Ja już przepadłem… Chodziłem po tym świecie i śmierdziałem…
Nic i nikt nie było w stanie wyrwać mnie z tego…
Tylko dlaczego nie umieram?… Starałem się, przynajmniej, nie być zbyt wielkim obciążeniem. Starałem się przynajmniej zarobić na to swoje pijaństwo. Starałem się by ludzie się do mnie nie przywiązywali, żebym nie ściągał ich za sobą w dół…
Po latach tułaczki trafiłem do takiej firmy, skansenu, w której tolerowano pijaństwo. Mogłem jeszcze trochę przeboleć to życie.
Wróciłem do technikum… żeby mieć pretekst do wyjścia z domu, wciąż mieszkałem z rodzicami, a trochę po to by mieć coś w co się zaangażuje, co jeszcze mnie odciągnie od tego cholernego pijaństwa. Trułem się piwem, bo liczyłem, że to na tyle długo potrwa, że nie zdążę się upić.
Nie potrafiłem jednak odmówić sobie gorzały. Chociaż wiedziałem, że za nią czeka na mnie, znowu, to samo szaleństwo. Piłem już coraz mniej, a upijałem się…
Nie miałem w sobie zgody na to… Przecież ja muszę wypić sześć piw, żeby czuć się dobrze
Życie przerodziło mi się w ciągły kac i walkę z samopoczuciem.
Porażka, po prostu… totalna porażka… Czyżby Bóg coś spierdolił?
Po co wciąż żyje? Za co ciepię? Co jest grane?
Jeszcze mnie z tego skansenu wyrzucą… Co za hańba… Potem już tylko bezdomny pijanica będę… Dykta i kanały zajrzały mi głęboko w oczy…
W tych ostatnich latach poznałem człowieka, który zrobił coś zadziwiającego. Dla mnie nieosiągalnego. Nawet nie myślałem, że to można… Przerwał picie… Powiedział mi jak to się robi i skorzystałem z rady, żeby utrzymać się w pracy.
Postanowiłem zalegalizować swoje pijaństwo i zostać oficjalnie leczącym się alkoholikiem. Poszedłem na odwyk nauczyć się pić po ludzku, radząc sobie z problemami. Przecież tam są psychologi, to chociaż skorzystam…
Kiedy wszedłem na sale terapeutyczną i zobaczyłem z kim będę przebywał. Pomyślałem że ci ludzie owszem… Dla nich jest szansa… Porządni, mądrzy i zaradni… Mieli motywację. Rodziny. Pracę. Porządne życie. A ja, taka sierota skończona, byłem tam tylko po to by mieć pieczątkę w książeczce.
Żeby się moi szefowie odwalili ode mnie, jak się znowu spiję
Ale miałem pecha. Siedziałem obok człowieka, który opowiadając o sobie, mówił o mnie. Wszystko się absolutnie zgadzało… Tylko był dużo starszy… Spostrzegłem, że nie tak łatwo się umiera, nawet jak się wiele lat zdycha i zapił terapie…
Cholera! Mogę nie umrzeć. Będę się męczył…
To mi się w pale nie mieściło… Byłem przerażony… Popadłem w jakąś bezwolę i zacząłem słyszeć co do mnie mówią, na tej całej terapii. Że ja, choćby nie wiadomo jaki, skończony alkoholik, mogę nie pić… I to nie jakiś tam czas, aż szum w głowie i wokół ucichnie – tylko w ogóle nie pić!
Czyżby?
Na dodatek trafiłem na spotkanie Anonimowych Alkoholików… Siedziałem tam, taki porąbany alkoholik i siedzieli tam inni… Mówili o sobie, że też są alkoholikami… Ale byli spokojni, zrównoważeni i pewni siebie. Bardzo jasno się wyrażali. Przypomnieli mi, jakim człowiekiem zawsze chciałem być. Biło od nich coś, czego całe życie poszukiwałem. Co ciekawe… Powiedzieli mi, że też mogę taki być… Prędzej czy później, ale na pewno jeśli zostanę w AA…
No to zostałem
Dlaczego pragnę być i pozostać trzeźwym.
Rozumiana przeze mnie, trwała, dojrzała i prawdziwa trzeźwość, na pewno nie wynika ze strachu przed alkoholem. Moja trzeźwość jest rezultatem satysfakcjonującego stylu życia, stałego rozwoju osobistego i umiejętnego pomagania w jej osiąganiu innym.
Odwrotność w tak rozumianej trzeźwości widzę nie tylko w samym piciu alkoholu, lecz także w braku równowagi emocjonalnej i duchowej, nieuporządkowaniu w myśleniu i wyznawanych wartościach, braku cierpliwości, unikaniu kontaktu z rzeczywistością i z konsekwencjami własnych zachowań, życiu w nierzeczywistym świecie przy jedynie pozornej, udawanej satysfakcji z bycia sobą i robieniu rzeczy na pokaz.
Trzeźwość nie ma również nic wspólnego z myśleniem dyktowanym emocjami, czyli takim, które nie polega na analizie rzeczywistości, lecz wynika z przeżywanych nastrojów emocjonalnych. Patrzenie na ten czasem dziwny świat i zachowania innych ludzi, poprzez emocje, rodzi tzw. myślenie życzeniowe lub lękowe.
Myślenie życzeniowe polega na takim dobieraniu sobie “argumentów” przez alkoholika, by mógł on uzasadnić własne emocjonalne nadzieje czy oczekiwania, np. że leczenie alkoholizmu nie jest potrzebne, bo to sprawa siły woli lub charakteru, a nie choroba lub tworzenie iluzji istnienia tzw. “picia kontrolowanego”, albo, że ludzie wykazujący troskę o siebie i potrafiący zwracać się o pomoc do znawców problemu, są niedojrzali i wykazują się brakiem samodzielności.
Z kolei myślenie lękowe polega na takim patrzeniu na świat oraz na takim interpretowaniu wydarzeń, które “pasuje” mu do przeżywanych niepokojów. Na przykład zalękniony alkoholik wszędzie i we wszystkim węszy spisek, podejrzewa wszystkich o wrogość, a najbardziej nieufny jest w obliczu zachowań ludzi mu życzliwych i przyjaznych.
Trzeźwość, do której dążę, daje mi wolność i dobrze rozumiem, że “wolność nie jest czynieniem czegokolwiek, lecz opowiadaniem się po stronie dobra i prawdy”.
Wprowadzenie do Kroków
Do pracy nad treścią zawartą poniżej wykorzystałem materiały czerpane z książek “12 Kroków ze sponsorem” autorstwa Hamiltona B. oraz źródłowe teksty AA “Anonimowi Alkoholicy”, “Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji” i innych.
Przerabianie 12 Kroków traktowane jest jak praca, ponieważ proces ten wymaga od nas sporego wysiłku. Praca nad Programem 12 Kroków oznacza rozumieć ich treść i sens oraz wprowadzanie w życie zawartych w nim zaleceń.
Cel Kroków
Kroki spełniają bardzo ważną i konkretną rolę dla członków wszystkich wspólnot pracujących na dwunastostopniowych programach zdrowienia.
Według Billa Wilsona, ich autora i współzałożyciela AA, Dwanaście Kroków to “zbiór zasad duchowych, które – stosowane jako sposób życia – mogą uwolnić od obsesji picia i dopomóc cierpiącemu, aby stał się zdrowym, szczęśliwym i pożytecznym człowiekiem” (Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji str.17). Innymi słowy, Kroki pozwalają uwolnić się od nałogów, kompulsji, obsesji i wszelkich współuzależnień. Pomagają również osiągnąć dobre samopoczucie i stopniowo dochodzić do dobrze rozumianej pogody ducha. Drugi współzałożyciel AA, Dr Bob, powiedział: “W postaci skondensowanej naszych Dwanaście Kroków sprowadza się do słów <<miłość>> i <<służba>>” (Dr Bob and the Good Oldtimers. str.77).
Dwanaście Kroków utrzymuje nas w poczuciu szczęścia i na drodze do wyzdrowienia.
Rozdział 5 Wielkiej Księgi AA rozpoczyna się następująco: “Rzadko się zdarza, by doznał niepowodzenia ktoś, kto postępuje zgodnie z naszym programem” i zapoznaje nas z Krokami. Dwanaście Kroków to właśnie ów program, “jądro” zdrowienia. Pracować nad Krokami to właśnie pracować nad programem i żyć w zgodzie z programem. Obietnice AA spełniają się wraz z rzeczywistym “przerobieniem” Kroku Dziewiątego.
Pracując na etapie Kroku Dwunastego, będącego podsumowaniem wszystkich Kroków, przy właściwym jego rozumieniu i wprowadzonych zmianach w życiu, możemy doznać przebudzenia duchowego. Jest to obietnica nowej wolności i szczęścia dla milionów alkoholików, ale także członków Al-Anonu i DDA, narkomanów, erotomanów, kompulsywnych żarłoków, hazardzistów i innych, które opierają się w swoim życiu na tych dwunastu prostych Krokach.
Historia Kroków
W początkach AA, aby zachować trzeźwość, zasady programu przekazywano sobie za pomocą słowa mówionego. Jednak Wspólnota rozrastała się stopniowo, aż dotarła do odległych zakątków kraju. Pionierzy AA zaczęli się obawiać, że ustna forma przekazu programu może ulec przeinaczeniu. Postanowili zatem spisać w książce, wszystko czego się nauczyli o alkoholizmie i sposobie radzenia sobie z tą podstępną chorobą.
We wprowadzeniu do pierwszego wydania Wielkiej Księgi AA czytamy: “My, Anonimowi Alkoholicy, liczymy ponad 100 mężczyzn i kobiet, którzy zostali uzdrowieni z na pozór beznadziejnego stanu umysłu i ciała. Głównym celem tej książki jest dokładne pokazanie innym alkoholikom, w jaki sposób ozdrowieliśmy.” (Anonimowi Alkoholicy str.x)
Bill Wilson, współzałożyciel i pomysłodawca AA, wziął na siebie zadanie napisania pierwszej części książki. W rozdziale 5 zdał sobie sprawę, że będzie musiał wyjaśnić, “jak naprawdę działa nasz program zdrowienia z alkoholizmu. Ten fragment, umieszczony właśnie w tym miejscu, miał być osią całej książki” ( Alcoholics Anonymous Comes of Age: A brief History of AA str.159). Oczywiście miał na myśli Kroki.
Dotychczas wszystko opierało się na sześciu Krokach:
1.Przyznaliśmy, że nas pokonano – że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu.
2.Dokonaliśmy obrachunku moralnego naszych wad lub grzechów.
3.Wyspowiadaliśmy sie z naszych braków albo w zaufaniu podzieliliśmy się nimi z drugim człowiekiem.
4.Wynagrodziliśmy straty wszystkim tym, których skrzywdziliśmy swoim piciem.
5.Staraliśmy się pomagać innym alkoholikom, nie szukając uznania ani korzyści finansowych.
6.Modliliśmy się do takiego Boga, w którego istnienie wierzyliśmy, o siłę potrzebną do praktykowania tych nakazów [zasad].
Pierwotnie program AA składał się z sześciu Kroków.
Bill tak opisuje, jak doszło do powstania nowych Kroków, które znalazły się w rozdziale 5 Wielkiej Księgi:
“W końcu zacząłem pisać. Spodziewałem się naszkicować więcej niż sześć Kroków, choć o ile więcej – nie wiedziałem. Odprężyłem się i pomodliłem o wskazówki. Zważywszy na to, jak bardzo byłem przejęty, wstępny zarys ukończyłem doprawdy błyskawicznie, w jakieś pół godziny. Słowa wciąż jakby same do mnie przychodziły. Gdy poczułem, że praca skończona, ponumerowałem nowe Kroki. Było ich razem dwanaście. Liczba ta zdawała się mieć swoją wymowę.” (Alcoholics Anonymous Comes of Age str.161).
Wielka Księga AA ukazała się w kwietniu 1939 roku.
Rozdział piąty Wielkiej Księgi AA zawiera Dwanaście Kroków.
Najbardziej wiarygodna i wyczerpująca interpretacja Kroków znajduje się w Wielkiej Księdze i w “Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji”. Ponieważ Bill Wilson (autor pierwszych jedenastu rozdziałów Wielkiej Księgi) napisał zarówno obie te książki, jak i same Kroki, warto więc zaglądać i do innych jego książek, które są doskonałym materiałem edukacyjnym.
“Dwanaście na Dwanaście” to ważne uzupełnienie Wielkiej Księgi, ponieważ opowiada w niej, w jaki sposób członkowie AA zdrowieją i jak ta wspólnota funkcjonuje.
W przedmowie do tej książki czytamy, że przedstawiono tu “przyjętą powszechnie w AA interpretację zasad, dzięki którym członkowie AA powracają do zdrowia” (Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji str.17) i że niniejsza praca “ma na celu poszerzenie i pogłębienie zrozumienia Dwunastu Kroków, zapisanych po raz pierwszy” (Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji str.19) w Wielkiej Księdze AA.
Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji ukazało się w kwietniu 1952 roku.
Bill Wilson napisał Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji, aby poszerzyć i pogłębić nasze zrozumienie Kroków.
Dlaczego Kroki są zbiorem “sugestii”
Zupełnie niezobowiązujący charakter dwunastostopniowego programu zdrowienia pozwala nam samym zdecydować, czy chcemy pracować nad Krokami i wprowadzać w życie zawarte w nich zalecenia, czy nie. Sami ponosimy odpowiedzialność za tę decyzję. Nikt nie będzie nas do niczego zmuszał. Chociaż trafnym wydaje się porównanie, że praca nad programem to sugestia tego samego typu, co podpowiadanie skoczkowi spadochronowemu wyciągnięcia zawleczki w locie.
Brak sztywnych reguł pozwala nam, przede wszystkim, uniknąć postawy buntu, która działałaby na naszą niekorzyść. W Dwunastu Krokach i Dwunastu Tradycjach na str.28 Bill Wilson napisał: “Anonimowi Alkoholicy nie wymagają od ciebie, abyś w cokolwiek wierzył. Cały program Dwunastu Kroków jest tylko zbiorem sugestii”.
Nazywając Dwanaście Kroków “zbiorem sugestii”, decyzję o pracy nad nimi wspólnota pozostawiła wyłącznie nam.
Nie zmienia to faktu, że to Dwanaście Kroków stanowi trzon programu zdrowienia. Toteż właśnie praca nad Krokami pozwala nam osiągnąć trzeźwość i wytrwać w niej. Dlatego niezobowiązujący charakter programu można by podsumować tak: Nie musimy pracować nad Krokami, jeżeli nie chcemy wracać do zdrowia.
Zdrowienie jest wyborem, którego dokonujemy dzień po dniu.
Co to znaczy “pracować” nad krokiem.
Bill Wilson napisał: “Cały program Dwunastu Kroków wymaga stałego i osobistego wysiłku w stosowaniu się do jego zasad…” (Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji str.42) W samej możliwości zdrowienia można upatrywać daru czy przejawu łaski, jednakże radość zdrowienia jest efektem rzetelnej pracy nad Krokami.
Przerabianie Kroków składa się z dwóch etapów. Pierwszy można by nazwać “zrozumieniem Kroku”. Zapoznajemy się z treścią i zgłębiamy jego sens. Właściwie jest aby odbywało się to pod czujną opieką i przewodnictwem sponsora AA, jak również, podczas rozmów z innymi członkami Wspólnoty oraz czytaniu związanych z problemem “lektur”. Ten etap pracy pomaga odnieść się do danego Kroku i zobaczyć, jaki związek ma on z naszym własnym życiem. Nie wystarczy ogarnięcie tego materiału umysłem, trzeba “przefiltrować” go przez swoje emocje.
Pierwsza faza pracy nad Krokiem polega na zrozumieniu jego treści i sensu.
Z kolei drugi etap pracy to “wprowadzanie Kroku w życie”. Zdobywamy się wówczas na świadomy wysiłek, zmianę swojego zachowania zgodnie z wytycznymi, jakie zawiera poszczególny Krok nad którym akurat pracujemy. Innymi słowy, zalecenia danego Kroku staramy się stosować w naszym życiu. Wiąże się to z systematycznością życia i mądrze pojętą dyscypliną, z codzienną modlitwą i medytacją, a także chodzeniem na spotkania wspólnotowe i słuchaniem, jak inni radzą sobie ze stosowaniem Kroków w życiu. Warto przyjrzeć się sobie: “jak zalecenia tego Kroku przekładają się na konkretne problemy i sytuacje z mojego życia?” Albo: “co mam zmienić w swoim zachowaniu, aby żyć zgodnie z zawartymi w tym kroku wytycznymi?” Zmienić ustalone nawyki, utarte schematy myślenia, wyobrażenia o sobie i świecie nie jest łatwo. A to właśnie taką przemianę ma na celu ten etap pracy nad Krokiem.
Druga faza pracy nad Krokiem polega na stosowaniu w życiu zawartych w tym Kroku wytycznych.
Taka praca doprowadza nas do przebudzenia duchowego. W Kroku Dwunastym napisano wyraźnie: “Przebudzeni duchowo w rezultacie tych Kroków…”, a owo przebudzenie uwalnia nas i od przymusu i od obsesji, umożliwiając nam powrót do zdrowia. Aby mogło się dokonać, nad Dwunastoma Krokami trzeba pracować systematycznie, Krok po Kroku, zaczynając od Kroku Pierwszego.
Kroki stanowią spójną, logiczną całość – każdy następny wynika i czerpie z poprzedniego. Pracując nad kolejnym Krokiem, utrwalamy zarazem wszystkie poprzednie. Dlatego też pominięcie czy chaotyczne podejście do programu uniemożliwia skuteczną pracę nad sobą.
Program Dwunastu Kroków to spójna całość, toteż należy pracować nad nimi po kolei.
Porządek Kroków nie jest przypadkowy. Doświadczenie i mądrość Wspólnoty wskazują że jeśli na jakimś etapie są kłopoty, to prawdopodobnie nie dość dokładnie przerobiony jest poprzedni Krok. Niejeden, który utknął w “martwym punkcie”, cofając się do poprzedniego Kroku i jeszcze raz gruntownie go przepracowując, wyrwał się z groźnego dla siebie zastoju.
Kłopoty w pracy nad którymś z Kroków zwykle wskazują na to, że nie dość sumiennie “przerobiliśmy” Krok poprzedni.
Jak rozłożyć w czasie pracę nad Krokami
Gotowość do pracy nad Krokiem Pierwszym, następuje kiedy zgłaszamy się po pomoc. Właśnie wtedy przyznajemy się, że nie dajemy sobie rady z nałogiem, kompulsją czy inną obsesją i potrzebujemy nowych, nieznanych dotąd wskazówek.
Każdy kto już zapoznał się już z programem zdrowienia, powinien dokonać uczciwego przeglądu swojego zaangażowania. W efekcie takiego przeglądu niektórzy stwierdzają, że ich postępy w pracy nad programem są mniejsze, niż myśleli. W takim wypadku wracają oni, po prostu, do pierwszego niedokładnie przepracowanego Kroku.
Dokonaj przeglądu swojej dotychczasowej pracy nad Krokami, aby upewnić się czy w istocie rzetelnie nad nimi pracujesz.
Nie istnieją żadne “normy” co do czasu, jaki powinniśmy poświęcić na pracę nad Krokami. Zarówno Wielka Księga AA jak i “Dwanaście na Dwanaście”, ze sporadycznymi wyjątkami, milczą na ten temat, przedstawione tu spostrzeżenia są tylko wyrazem opinii autora książki “12 Kroków ze sponsorem”. Wynikają one z analizy literatury dotyczącej Dwunastu Kroków, tradycji i praktyki historycznej, a także rozmów z innymi członkami Wspólnoty i jego osobistych doświadczeń z procesie zdrowienia.
W początkach AA, kiedy program zdrowienia składał się tylko z sześciu Kroków, praca nad nimi przebiegała bardzo szybko. Rozpoczynało ją tzw. “poddanie się”, rytuał kapitulacji, który został potem zarzucony. Jego opis znajdujemy na kartach książki: “Dr. Bob i dobrzy weterani”
Poddanie się było więcej niż istotne; było absolutną koniecznością. Bob E., który trafił do AA w lutym 1937 roku, wspomina, że po pięciu czy sześciu dniach spędzonych w szpitalu, “jeśli dałeś do poznania, że sprawę [niepicia] traktujesz poważnie, kazano ci uklęknąć przy łóżku i odmówić modlitwę do Boga, w której przyznawałeś, że jesteś bezsilny wobec alkoholu i że przestałeś kierować swoim życiem. Co więcej, musiałeś też oświadczyć, że wierzysz w Siłę Wyższą, która przywróci ci zdrowie. Taki właśnie był początek pracy nad Dwunastoma Krokami – powiedział. – Nazywaliśmy to poddaniem się. Oni [Dr. Bob i inni pionierzy AA] domagali się tego. Nie mogłeś pójść na mityng, dopóki nie spełniłeś tego wymogu. Jeśli jakimś zrządzeniem losu nie zrobiłeś tego w szpitalu, musiałeś to uczynić w sypialni na piętrze w domu Williamsa [podczas mityngu Grupy Oxfordzkiej/mityngu AA]“
Po tej kapitulacji wiele Kroków – takich jak obrachunek, uznanie wad charakteru i wynagrodzenie strat – podejmowano w czasie liczonym na dni.
W początkach AA praca nad Krokami przebiegała szybko.
Krok dziewiąty, interpretowany w Dwunastu Krokach i Dwunastu Tradycjach (napisanych przez Billa Wilsona w roku 1952) dostarcza nam trochę informacji na temat rozłożenia w czasie pracy nad Krokami. Odnosząc się do aktów zadośćuczynienia, Bill pisze: “…słuszne będzie zachowanie większej ostrożności [...] i odłożenie pierwszych rozmów na kilka tygodni lub dłużej. Najpierw musimy poczuć, że wystarczająco pewnie stoimy na gruncie AA” (Dwanaście Kroków i Dwanaście Tradycji str.84).
Wskazuje to, że pracę nad Krokiem Dziewiątym można było podjąć w ciągu kilku bądź kilkunastu tygodni od momentu zaprzestania picia.
Historia Wspólnoty wskazuje, że pionierzy AA, energiczne “aplikowanie” nowym członkom kolejnych dawek programu, uważali za słuszne. Praktyka i tradycja nakazują więc, abyśmy pracowali nad Krokami bez ociągania się, a zarazem jak najrzetelniej. Takie podejście jest w pełni uzasadnione naszym własnym interesem. W latach osiemdziesiątych trzydziestodniowe programy w ośrodkach odwykowych, opierały się na pierwszych pięciu Krokach w ciągu pierwszego(!) miesiąca zdrowienia.
Kroki są kluczem do trwałej i satysfakcjonującej trzeźwości, toteż pracę nad nimi warto zacząć jak najszybciej, przy czym nie mniej niż o tempo należy także zadbać o dokładność. Słyszana czasem propozycja: “jeden Krok na jeden rok” nie znajduje poparcia ani w tradycji, ani w literaturze dotyczącej Dwunastu Kroków.
——————————–
BIBLIOGRAFIA
12 Kroków ze sponsorem – Hamilton B.
Anonimowi Alkoholicy – Bill Wilson
Dwanaście Kroków & Dwanaście Tradycji AA – Bill Wilson
Pomóż uzależnionym – Marian Łakomski
www.tenjaras.pl
Komentarze»
No comments yet — be the first.