jump to navigation

jak pomóc alkoholikowi

Jak pomóc alkoholikowi

Nikt nie wątpi, że nałogowe pijaństwo pustoszy życie wielu osób związanych z alkoholikiem, kimś kto utracił możliwość kontroli ilości wypijanego alkoholu. Obecność alkoholika w życiu jego otoczenia niesie ze sobą wiele nieprzyjemnych odczuć. Żona drży w obawie przed następnym upiciem się męża, mąż nie znajduje odpowiedzi na pytanie co jego żona wyprawia. Rodzice patrzący z bólem serca na proces degradacji własnych dzieci. Dzieci nie potrafiący odnaleźć się w pijaństwie rodziców przyjmują winę na siebie. Współpracownicy, którzy nie mogą liczyć na coraz mniej angażującego się i pełnego pretensji pijanicę. Cierpi nie tylko alkoholik. Ale alkoholik też cierpi i jego, czy jej, poczucie winy wobec takich sytuacji potęguje potrzebę ucieczki od emocji i świata, które go przerastają. A zna tylko jeden rodzaj ucieczki. Nie jest to objaw złej woli, tylko niezaradności wobec choroby, do której z kolei trudno się przyznać.

Zarówno dla alkoholika, jak i jego otoczenia, uczucie zranionej dumy, przygnębienie i rozżalenie nad własnym losem, niezrozumienia i rodzącego się wtedy strachu nie jest niczym chwalebnym. Znajdą się jednak w tym towarzystwie osoby, którym wciąż będzie towarzyszyła nadzieja, że pewnego dnia zagubiony w chorobie alkoholowej człowiek na powrót stanie się sobą. Lojalność takich osób, ich pragnienie powrotu do normalnego, zdrowego stylu życia i wiara, że nie ma takich trudności, ani takiego nieszczęścia, którego nie dałoby się opanować, przeżyć lub pokonać, pozwala alkoholikom podnieść głowę i odzyskać godność.

Na początku pomoc jest raczej wyjątkowo nieudolna. Nie znając istoty i mechanizmów choroby alkoholowej taka pomoc odnosi się do niezliczonych kłamstw mających na celu z jednej strony osłanianie pijaka z drugiej jest ratunkiem dla własnej dumy i opinii. Często są to próżne modlitwy i błagania, które okazują się jedynie nakazaniem Bogu ingerencję w wolną wolę daną każdemu człowiekowi, nawet uzależnionemu. Samo przebywanie z alkoholikiem rzuca ludzi na huśtawkę skrajnych reakcji, od cierpliwości do ataków wściekłości, niemal w jednej chwili, kończąc na histerii. Wszystko w wewnętrznym przekonaniu niesionej pomocy. Małżonkowie, zarówno mężczyźni jak i kobiety, w poszukiwaniu współczucia poza domem, posuwają się aż do przelotnych romansów i zdrad. To wszystko ma sprzyjać powrotowi do normalności istocie ludzkiej, która już i tak straciła kontakt ze zdrowym rozsądkiem.

Pijackie domy, choć to nie jest reguła, wieczorami stają się istnym polem bitwy, by rano przeistoczyć się w jezioro miłości i oazę spokoju i dobrobytu. Jak piękne słowa wtedy padają i jakie żarliwe obietnice, by po kilku dniach, tygodniach czy miesiącach przychodził nawrót choroby i wszystko zaczynało się od nowa, często z narastającym nasileniem.

Pijackie domy pustoszeją z braku towarzyskiego życia. Nigdy nie wiadomo co się wydarzy, w jakim stanie jest żona, czy przyjdzie mąż. Kolejnym problemem jest tzw. potajemne upijanie się, gdzieś w ukryciu wypijane kolejne dawki alkoholu. Takie rodziny są skazane na samotność. Sytuacja finansowa w takich rodzinach nigdy nie jest stabilna. Często żony zauważają problem dopiero wtedy, gdy mąż wyczerpany nałogiem zaczyna być niewydolnym finansowo i przestaje spełniać ich zachcianki. Niestety, część z nich nie jest zainteresowana wyzdrowieniem męża, a jedynie statusem życia, który staje pod znakiem zapytania. Jednocześnie same z siebie nie są w stanie sobie go zapewnić.

Jednak ze względy na to, że najwięcej ludzi stanowi tzw. klasa średnia, chodzi o prawdziwe zagrożenie bytu. Brak pracy, spowodowany niewydolnością pijanicy prowadzi wprost do biedy i trudności finansowych związanych z podstawowymi potrzebami egzystencjalnymi. Zaburzone w ten sposób poczucie bezpieczeństwa rozbija takie domy i prowadzi do degeneracji wszystkich. Żony, czy mężowie, adoptują się w zdradach małżeńskich, dzieci w narkotykach, subkulturach lub problemach z prawem.

W reakcji na taki stan rzeczy, alkoholicy mogą posunąć się nawet do agresji. Prawdą jest, że wielu zwyrodnialców staje się alkoholikami, ale to nie jest równoznaczne z tym, że alkoholicy stają się zwyrodnialcami. Jednak może dochodzić do bijatyk, bicia dzieci, demolowania mieszkań, bójek poza domem. Często dołącza się do tego zagrożenie porzuceniem rodziny. Włączają się teściowie. Choroba alkoholowa rozwija się nieustająco, dochodzi do ataków delirycznych, a sam alkoholik staje się wręcz niepoczytalny. Do tego zagrożenie śmiercią staje się zupełnie realne. W dodatku pijący potrafi zniknąć na kilka dni. Wszystko to stwarza warunki korzystne do popełniania błędów, głównie wynikających z braku elementarnej wiedzy na temat alkoholizmu. Błędy popełnia zarówno osoba pijąca jak i niepijąca. Jednak na łut zdrowego rozsądku i nadzieję na poprawę można liczyć tylko ze strony osoby niepijącej. Choć zdarza się, że pierwszą osobą trzeźwiejącą jest alkoholik, a dopiero potem dołącza do niego spragniona normalności rodzina, najczęściej jest tak, że to rodzina rozpoczyna terapie.

Rodzina musi przebrnąć i stanąć ponad bólem i beznadzieją. Alkoholik nieraz dał wyraz miłości i ujawnił lepszą część swojej istoty. Jego złe zachowanie bardziej wynika z choroby, na którą cierpi, niż osobistego nastawienia do życia. Alkohol wypacza go i wyprowadza z równowagi. Trzeźwi alkoholicy stają się w konsekwencji trzeźwienia znacznie lepszymi ludźmi niż kiedykolwiek przedtem. Nie jest to czcza gadka. Potępianie alkoholików za ich chorobę można porównać do potępienia osoby cierpiącej na zapalenie płuc. Jeżeli ktokolwiek uznaje, że ludzie stają się alkoholikami na własne życzenie jest kimś kto nie wie o czym mówi, ale równie dobrze może okazać się człowiekiem obdarzonym złą wolą lub nieuleczonymi urazami wobec alkoholików. Życie w wykrzywionym i zniekształconym przez nałogowe myślenie świecie nie jest celem nawet tych, którzy sięgają częściej po alkohol niż wymaga to przyzwolenie społeczne.

Jeżeli chce się naprawdę pomóc alkoholikowi trzeba znaleźć odpowiedni dystans do chorującego i odpowiednią wiedzę na temat takiej terapii. Będę się tutaj odnosił do książki „Anonimowi Alkoholicy”, która zawiera skuteczny program zdrowienia z alkoholizmu i szereg sugestii co do postępowania z alkoholikami. Praktycznie całe lecznictwo uzależnień czerpie z programu 12 Kroków, który jest zalecany i opisany w „Anonimowych Alkoholikach”. Warto więc przyjrzeć się temu bliżej. W rozdziale „Do żon” opisane są cztery warianty objawów choroby i przeciwdziałania.

Wariant pierwszy dotyczy sytuacji, gdy alkoholik pije już nadmiernie. Może to mieć miejsce podczas rzeczywistych okazji, ale nawet i codziennie. Problemem staje się tutaj duży wydatek pieniężny na sam tylko alkohol. Alkoholik jeszcze temu zaprzecza, ale wyraźnie widać, słychać i czuć, że osłabia to jego psychikę i przydaje dolegliwości fizycznych. Przez to zaczyna być nieprzyjemny dla otoczenia. Będzie się upierał, że wszystko jest pod kontrolą, alkohol mu nie szkodzi, a nawet pomaga, np. przy załatwianiu różnych spraw lub działalności zawodowej. Rozmowy o zagrożeniach płynących z nadużywania alkoholu traktuje jako obrazę majestatu i z pewnością nie ma mowy o alkoholizmie. To najczęstszy obraz. Faktem jest, że większość z nich jednak odniesie się do zdrowego rozsądku, ograniczy picie, część porzuci alkohol i tylko w wyjątkowych sytuacjach pozwoli sobie na głębszego kielicha, a część zwiększy tempo i naprawdę pogrąży się w pijaństwie.

W tym wariancie picia alkohol jest nosicielem radości i dobrej zabawy. Rodzina chętnie w tym uczestniczy, dopóki nie przekracza się umiaru. Dokładnie do tego ma służyć alkohol. Słyszy się przecież, że alkohol ma zalety i jest dla ludzi. Z punktu widzenia pijącego wszystko jest w porządku, więc gniewanie się na niego, zwłaszcza wypominanie, że się upił, będzie odczytywał jako zrzędliwość i zanudzanie. Szanse na poprawę spadną do minimum. Może się skończyć tym, że pijący zacznie spędzać swój czas wśród bardziej przyjaźnie nastawionych osób.

Cierpliwość i opanowanie to cechy, które w tej sytuacji są konieczne. To nie pijaństwo jest tu najważniejsze, ale właściwe stosunki z dziećmi i przyjaciółmi oraz codzienne obowiązki. Nic nie stoi na przeszkodzie by żyć szczęśliwie i w pełni pożytecznie, pomimo, że mąż, żona, krewny, dalszy lub bliższy znajomy, pije. Nie ma sensu tracić czasu i energii na próby otrzeźwiania tak pijącej osoby. Nie będzie to łatwe, ale lepiej oszczędzić sobie wielu zmartwień związanych z taką sytuacją.

Zdrowy rozsądek, jakiego jeszcze nie brak na tym etapie, może w końcu zwyciężyć. Zaowocuje to bardzo poważną rozmową, wymagającą odpowiedniego nastawienia, braku krytycyzmu i moralizowania. Chodzi, przecież, o pomoc, a nie ganienie. Zapewne dobrze być wtedy po lekturze „Anonimowych Alkoholików”. Może to przynieść właściwy dystans do problemu i wiedzę na temat alkoholizmu i jego dalszych konsekwencji. Warto zasugerować jej lekturę, to doświadczenie powrotu do zdrowia tysięcy alkoholików.

Należy pamiętać, by trzymać się postawy pomocowej i wsparcia w problemie, wykazania dobrej woli, wyrażenia troski i zrozumienia. Pewnie dobrze byłoby mieć za sobą wizytę na otwartym spotkaniu AA, choćby w celu poznania osób chętnych do porozmawiania, w takim momencie otwartości początkującego alkoholika.

Nie można jednak stracić nerwów, gdy pierwsza rozmowa skończy się na niczym. Niektórym ludziom trudno się od razu otworzyć na pomoc i przyznać do upadku. Zechcą jeszcze powalczyć i nie pozostaje nic innego jak uzbroić się w więcej cierpliwości i tolerancji. Całkowite zaprzestanie picia jest naprawdę trudną decyzją i musi być podjęta całkowicie samodzielnie.

Przyjrzyjmy się wariantowi drugiemu. Alkoholik już nie kontroluje swojego picia. Nie potrafi przerwać pijaństwa, nawet jeśli tego bardzo chce. Pijąc traci kontrolę nad sobą i własnym życiem. Przyznaje się do tego, ale wierzy jeszcze, że potrafi z tego wyjść niczym z przejściowych kłopotów. Ma za sobą kilka prób ograniczenia lub powstrzymania picia. Ludzie zaczynają go zostawiać, zaniedbuje swoje obowiązki. Autentycznie martwi się, że nie potrafi radzić sobie z alkoholem jak inni ludzie. Często popija całymi dniami, by na lekkiej fali, jakoś trzymać się kupy. Po większych popijawach dręczy go sumienie i przysięga, że to już ostatni raz. Ale gdy tylko dojdzie do formy, wraca do alkoholu przekonany, że tym razem wszystko będzie dobrze. To już typowa cecha alkoholika. Jeszcze jakoś daje radę, ale generalnie, mimo, że wszystkiego jeszcze nie przepił, jest na najlepszej drodze do tego.

Przy próbie pomocy pijakowi na tym etapie zastosowanie będą miały wskazówki z poprzedniego wariantu. Jednak w chwili wzmożonego poczucia winy po większym piciu należy zapytać, czy naprawdę ma zamiar skończyć ze swoim piciem. Należy naprowadzić go w taki sposób, by nie przyrzekał na jakieś świętości, pamięć przodków, ale by przestał pić dla własnego dobra. Nie chodzi o to by przestał pić dla rodziny, pracy, czy innych powodów, ale by przestał pić z uwagi na siebie samego.

Na tym etapie i będąc w takim stanie istnieje duże prawdopodobieństwo, że zechce podjąć leczenie. To świetny moment by pokazać mu „Anonimowych Alkoholików”. Dobrze jest opowiedzieć ciekawe rzeczy wyczytane, które szczególnie pasują do tego alkoholika. Na pewno znajdą się tam odpowiednie historie alkoholików, które byłyby dla niego dobrym przykładem. Autorami tej książki są alkoholicy, którzy znają problem alkoholowy z własnego doświadczenia i opisują jak z niego wyszli. To nie jest jakaś teoria czy filozofia o alkoholizmie.

Jeżeli w tym momencie głębsze treści mogą być dla niego odpychające, wystarczy sama wiedza o chorobie alkoholowej i o terapii. Potem, być może, doczyta resztę. Jeżeli nabierze ochoty by się leczyć, wsparcie osoby znającej mechanizmy choroby, będzie bezcenne. Jeżeli uzna, że to nie dla niego, należy zostawić go w spokoju, jeszcze nie dojrzał. Ponaglanie jedynie opóźni proces zdrowienia.

Po przeczytanie tej książki będzie wiedział, że są ludzie, którzy poradzili sobie ze swoim pijaństwem i żyją szczęśliwie. Łatwo go jednak w takim momencie rozzłościć i zniechęcić. Ma swoją wolną wolę i sam ma zdecydować jak chce żyć.

Wariant trzeci pokazuje alkoholika, który pogrążył się bardziej niż poprzedni typ alkoholika. Przyjaciele już go opuścili, życie rodzinne jest w ruinie. Nie potrafi utrzymać stałej pracy. Być może próbował się leczyć, lądował na detoksach i innych zakładach zamkniętych. Nie potrafi powiedzieć co się dzieje, ale rozumie, że nie pije jak normalny człowiek. Kurczowo trzyma się nadziei, że jeszcze wróci do normalnego picia. Doszedł do stanu gdy rozpaczliwie chciałby przestać pić, nie potrafi jednak wytrwać w swoim postanowieniu. Wygląda to beznadziejnie, ale tak naprawdę rodzi się tutaj konkretna nadzieja.

Łut szczęścia polega na tym, że taki człowiek jeżeli chce przestać pić, to faktycznie wyraża swoją wolę. Oczywiście można tu ponieść porażkę, ale może wystarczyć z całym przekonaniem o ważkości tej książki namówić go do jej lektury. Można liczyć na rzeczywiste podjęcie proponowanego w niej leczenia. Jeśli trafi się idealnie, dość szybko powinny nastąpić oczekiwane zmiany.

Zawsze jednak należy pamiętać o powstrzymaniu własnej ambicji, to alkoholik ma się leczyć i to do niego należy ta decyzja. Rozmowy na temat leczenia powinny odbywać się z jego inicjatywy. W tym wariancie alkoholik może w sobie mieć już sporo uraz do rodziny, męża, żony, ojca, matki, czy nawet ględzących o jego piciu dzieci. Może to oznaczać, że o leczeniu lepiej żeby rozmawiał z nim ktoś z poza rodziny. Jeżeli poza samym alkoholizmem nic innego nie odgradza go od zdroworozsądkowych zachowań, istnieją naprawdę realne szanse na sukces.

Nadal nie należy się zrażać powrotami do picia. To naprawdę wyjątkowe sytuacje, że alkoholicy przestają pić za pierwszym razem. Dopóki żyje wszystko jest możliwe.

Ostatni wariant opisuje alkoholika, który doprowadził się do prawdziwie rozpaczliwego stanu. To już stały klient detoksów, sporo czasu spędzający w zakładach psychiatrycznych zajmujących się uzależnionymi od alkoholu. Pije od razy po wyjściu ze szpitala, a pijąc staje się agresywny i niepoczytalny. Pewnie już nieraz interweniowała policja w domu. Jego życie i życie z nim, rysuje się już jedynie w ciemnych, wręcz ponurych barwach. Dosłownie wygląda, że to już koniec. Tymczasem nadal nie jest to sytuacja beznadziejna.

Wielu alkoholików wyzdrowiało choć było z nimi nawet jeszcze gorzej. Faktycznie narzuca się tutaj przypuszczenie, że to przypadek beznadziejny, ale wcale tak nie musi być. Paradoks zdrowienia z alkoholizmu najczęściej wynika z osiągnięcia dna, totalnej klęski życiowej i człowieczej. W godny podziwu sposób tacy ludzie powracali całkowicie do zdrowia, stając się lepszymi ludźmi niż kiedykolwiek indziej.

Można określić, że dziś, nawet nie w 80 lat po ułożeniu programu zdrowienia sugerowanego przez Anonimowych Alkoholików, już milionom alkoholików udało się poukładać swoje życie. Zdarza się, że znajdą się takie osoby, którym już nic nie pomoże, nie potrafią zatrzymać się na swojej drodze samozniszczenia. Wieloletnie nadużywanie alkoholu zrobiło swoje nie tylko w sferze psychicznej, ale przede wszystkim zniszczyło organizm. Jednak nie trzeba tracić nadziei.

Jeżeli tylko zdrowie fizyczne pozwala, należy postarać się by książka „Anonimowi Alkoholicy” została przeczytana. Pomocne może być przyprowadzenie trzeźwego alkoholika, który pomoże zrozumieć potrzebę leczenia. Może się zdarzyć nawet bardzo entuzjastyczna reakcja na daną tak zatraconemu w nałogu alkoholikowi, szansę.

Książka „Anonimowi Alkoholicy” i praca alkoholików nad sugerowanym w niej programem zdrowienia z alkoholizmu stało się prawdziwym przełomem w tym temacie. Do dziś na bazie tego prostego programu powstało wiele programów terapeutycznych, opracowanych przez psychologów, specjalistów w dziedzinie uzależnień.

Ludzie, którzy popadli w kłopoty związane z innymi nałogami, a nawet kompulsjami, wykorzystują ten program z wielkim powodzeniem. Można by tak tonąć w pochwałach, ale chodzi o wyzdrowienie z bardzo poważnej choroby jaką jest alkoholizm. Pomoc uzależnionym musi być oparta o rzetelną wiedzę na temat mechanizmów choroby alkoholowej.

c.d.n.

polecam książkę:
Mój mąż pije!

Komentarze»

1. roman kluziak - 9 Kwiecień 2012

dowiedziałem się na którym etapie jestem tekst jest dobry

gromcio - 9 Kwiecień 2012

dowiedziałem się na którym etapie jestem tekst jest dobry
daje dużo do myślenia i boli prawda o samym sobie

2. Witold - 14 Maj 2013

Mnie pomogli w ośrodku w Krakowie, „Tu i Teraz” się nazywa. Udało mi sie zatrzymać rozwój choroby. powoli odbudowuje swoje życie. Tekst prawdziwy… O mnie!
Witold

3. Jogo - 3 Maj 2014

Dowiedziałam się jak postępować z alkoholikiem i że wsparcie jest najważniejsze. Już wiem że to nie jego wina, to poprostu choroba.

4. turska - 28 Czerwiec 2014

Moj partner jest alkoholikiem chodz sam sie do tego nie przyznaje wlasnie teraz ma kilkudniowy ciag picia jestem u kresu wytrzymalosci wyrzucam go z domu i nie wiem gdzie jest tak mi ciezko z tym zyciem juz ze nie wiem co zrobic pomocy

Kaska - 30 Czerwiec 2014

Przede wszystkim to nie Twoja wina, że tak się stało i nie miej z tego powodu wyrzutów sumienia (nawet jeśli wyrzuciłaś go z domu), on musi odczuć, że coś jest nie tak, że wali mu się życie na głowę, jeśli tego nie odczuje nigdy nie zrozumie, że ma problem. Porozmawiaj z nim na trzeźwo, postaw ultimatum. Niech pójdzie po pomoc na spotkanie AA (na pewno jest w Twoim mieście), być może okaże się, że to spotkanie da mu wiele do myślenia, że pozna ludzi, którzy są podobni do niego i mają ten sam problem i że będzie chciał skończyć z piciem, To takie pierwsze kroki, jak dalej się poukłada, co los przyniesie, jak on sobie z tym poradzi- zobaczysz za jakiś czas. Przede wszystkim to głowa do góry, wyzbyj się odpowiedzialności za niego (wiem, to bardzo bardzo trudne- moja mama jest alkoholiczką- świadomą od ponad dwóch lat, ale zdarzają jej się niestety nawroty, to bardzo boli i niszczy również Ciebie- osobę bliską). Trzymam kciuki za Ciebie i partnera.

turska - 6 Lipiec 2014

To takie trudne i ciężko zrozumieć.jestem osobą po przejściach kilka lat temu rozwiodłam się mam syna z pierwszego małżeństwa.z drugiego związku nie mamy ślubu mamy córkę 6 letnią.jestem taka rozgoryczona życiem.on pije a ja się leczę na depresje i nerwicę.juz wiele razy chciałam zakończyć ten związek ale co sobie ludzie o mnie pomyślą.nie wiem jak mam z nim postępować i tak jestem samotna i zawsze muszę mieć wszystko na karku nigdy nie wiem co się wydarzy .nie wiem czy mogie liczyć na to ze on sie zmieni.

anonim - 30 Wrzesień 2015

a jesli ultimatum nic nie daje

tenjaras - 30 Wrzesień 2015

Nic nie działa jak bajkowa zaczarowana różdżka. W ultimatum ma również wytrwać osoba, która je stawia.

5. Beata - 20 Lipiec 2014

Rozumiem ten problem. Osobiście zetknęłam się z chorobą alkoholową. Mój mąż pije a ja nie umiem sobie z tym poradzić. Praktycznie nas związek nie istnieje, we mnie została już tylko złość że nie chce z tym skończyć a alkohol jest ważniejszy niż rodzina.

Kulka - 20 Lipiec 2014

tez rozumien jestem z facetem od 6 lat ze 4 pił codziennie po 6-10 piw afery w domu, znikajaca kasa mimo ze malo nie zarabia od marca byl trzezwy ale teraz mam zalamanie jakies i od tygodnia znowu popija po pare piwek i boje sie ze to zle sie skonczy, nie jstem wstanie normalnie funkcjonowac kiedy slysze ze pije i odbija sie to na mojej pracy bo nie umiem sie skupic i ciagle placze

tenjaras - 21 Lipiec 2014

Istotą pomocy jest rozumienie mechanizmów choroby. To wiedza, którą nie można nazwać tajemną, ale nie można też nazwać popularną. Często jest tak, że alkoholik jest bardzo na rękę bliskim mu osobom.

6. tenjaras - 20 Lipiec 2014

Panie, musicie wiedzieć i pamiętać, że alkohol nie jest ważniejszy od Was i rodzin. Cokolwiek podpowiadają Wam emocje, nie wolno Wam myśleć inaczej.
Alkoholizm to choroba! Uważacie, że w rodzinach z cukrzykiem choroba jest ważniejsza od żon i rodzin?

7. Beata - 20 Lipiec 2014

Zgadzam się z Tobą w 100%. Tylko mądry cukrzyk się leczy a alkoholik nie chce się leczyć (przynajmniej mój mąż) woli manipulować innymi i innych obarczać za to że wypił.

tenjaras - 21 Lipiec 2014

Brak zainteresowania leczeniem alkoholizmu jest mechanizmem tej choroby. Dla ludzi chcących pomóc choremu istotną wskazówką choroby i konieczności pomocy. Tylko, że pomoc alkoholikowi nie polega na mendzeniu typu: „przestań pić”, bo alkoholik to może i chciałby przestać, ale jakoś tak mu sie to nie udaje. Wymyśla więc miliony usprawiedliwień, ponieważ nikt nie chce utracić kontroli nad własnym życiem. Broni racjonalności racjonalizacjami. I to jest punkt styczny z resztą rodziny, która również wpada w pułapkę racjonalizacji i przestaje trzeźwo i z dystansem patrzeć na chorego.

8. ron - 24 Lipiec 2014

Jestem alkoholikiem od siedmiu lat jestem trzeżwym alkoholikiem jak to się mówi . Wżyciu straciłem praktycznie wszystko jak byłem czynnym alkoholikiem majątek rodzinę przyjaciół zostałem sam bez nikogo , zaznałem bezdomności okrutnej samotności i beznadzieji na przyszłość . Jestem artystą malarzem pamiętam moje ostatnie picie gdzie nie mogłem się zapić na śmierć jak postanowiłem. W tym owym czasie nie było dla mnie żadnym problemem zarobić pieniądze na alkohol miałem w rękach dynamit jeśli chodzi o rysowanie potrafiłem w ciągu jednego dnia zarobić na rysowaniu portretów dzieci ludzi dorosłych robiłem to bardzo dobrze, znaczne sumy pieniędzy po czym natychmiast je przepijałem . Kręciło się koło mnie masa meneli pijaków alkoholików którzy byli na moje skinienie w donoszeniu alkoholu gdzie piłem w sposób taki że byłem na haju i nie trzęsły mi się ręce w miarę zadbany tak żeby nikt nie poznał że jestem na dnie . To długa historia o której nie zamierzam tu pisać wiem że gdy chciałem się zapić piłem wódkę jak oranżadę wódkę nieco słabszą cytrynówkę byłem w jakimś pomieszczeniu gdzie mnie znalazło pogotowję było masa butelek że nie widziałem ich końca piłem i nie mogłem się spić zapomnieć, zamknął się chyba w moim mózgu system nagród alkohol działał na mnie odwrotnie czułem się fatalnie po każdej butelce wypitej nie czułem żadnego szmeru ukojenia które wcześniej dawała mi wódka bardzo słabłem nie mogłem wymiotować i czułem straszny lęk .Przyjechało Pogotowie wylądowałem w szpitalu gdzie byłem dwa miesiące . W szpitalu namawiano mnie żebym podjął leczenie i przeszedł na odwyk nie zgodziłem się . Nie wiem jak ale przestałem od tamtej pory pić aż do dzisiaj nie byłem na żadnym leczeniu jedynie w początkowej fazie trzeżwości chodziłem do AA kilka razy i mam nie miłe wspomnienia z tego faktu . Dziśiaj jestem zupełnie innym człowiekiem wyzwolonym nie z alkoholizmu tylko wobec pewnych postaw mentalnych . Urodziłem się chyba alkoholikiem alkohol to tylko substancja chemiczna która wyzwala pewne postawy które drzemią gdzieś w podświadomości na nie godzenie się z rzeczywistością . Jestem alkoholikiem i egocentrykiem i uwielbiam ten stan, żyje sam . W ciągu tych siedmiu lat majątek który straciłem dorobiłem się piętnaście razy więcej niż był wart majątek który straćiłem zwiedziłem kawał świata i całą europę miałem wiele wystaw po świecie . Miałem masę problemów w pierwszych latach nie picia alkoholu z czasem polubiłem problemy które rozwiązywałem i przynosiły mi olbrzymią satysfakcję gdy nie miałem problemów czułem się nieswojo. Nie wyobrażam sobie życia mieszkając na stałe z jakąś babą , jestem wolny sam sobie sędzią i krytykiem nie interesuje mnie czy będę pił czy nie liczy się dla mnie tylko teraz przyjaciól sam sobie dobieram . Przez zupełny przypadek wszedłem na to forum pozwoliłem sobię opisać moją historię nie wiem czemu, zgadzam się z tym że alkoholik będzie alkoholikiem ja dziękuje życiu że jestem alkoholikiem jestem fanem tego stanu.

tenjaras - 25 Lipiec 2014

Świetnie, takie sukcesy życiowe bardzo mnie osobiście cieszą. Dzięki za świadectwo:)

Kasia - 13 Lipiec 2015

Gratulacje jestem dumna i trzymam kciuki …

9. Blondynka - 28 Lipiec 2014

Jak pomóc alkoholikowi? Po wielu latach zmagania się z alkoholizmem męża wiem, że niewiele można zrobić, aby przestał pić. Zaczęło się niewinnie – piwko po pracy, imprezy z kolegami. Później było to codzienne picie, kłopoty w pracy, coraz częstsze kłótnie w domu. Pił codziennie do nieprzytomności, byłam w bardzo złym stanie psychicznym, bliska załamania psychicznego. Zaczęłam szukać pomocy. Trafiłam do księdza terapeuty i grupy Al-Anon, nie było to dla mnie, choć niewątpliwie dało mi jakieś podstawy wiedzy. Jeździłam na warsztaty, zaczęłam kupować książki, czytać w internecie. To dało mi siłę aby zacząć działać. Po kilku awanturach w domu z użyciem przemocy fizycznej wobec syna i mnie i wezwaniach policji zdecydowałam się napisać do Komisji Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. (Działalność tejże komisji o sens jej istnienia to osobna historia). Procedury trwały długo, a w domu kolejne awantury, znowu policja. Złożyłam doniesienie o znęcaniu się, akurat pojawił się termin leczenia z sądu. Zupełnie niedoświadczona wycofałam zeznania, poszedł na leczenie. Kiedy był trzeźwy, wydawało mi się, że jesteśmy na dobrej drodze. Po wyjściu nawet trochę próbował, ale… wszystko skończyło się jak zawsze – awantury, rozbite głowy, kał, mocz itd. Za namową dzielnicowego drugi zeznałam drugi raz, policja wystąpiła o znęcanie się nade mną i synem. Tym razem sprawy potoczyły się szybko, miał już kuratora. Niestety, unikał leczenia, a policja miała problem z dowiezieniem go do ośrodka. W końcu tam trafił. Tym razem byłam u niego tylko raz, po podpis, bo był potrzebny, aby dziecko mogło wyjechać za granicę. Było mu tam ciężko, zrobili mu niezłe pranie mózgu. Dzwonił kilka razy, chciał po prostu porozmawiać, więc rozmawiałam, unikając tematu jego zdrowienia. Niestety i tym razem popłynął.
W ciągu ostatniego roku narobił mnóstwo długów, wziął kredyty, których nie spłaca. W tej chwili jestem już po rozwodzie, a on otrzymał wyrok za znęcanie, ponadto stracił prawo jazdy, miał kolejną sprawę. Do czego zmierzam, opowiadając tę nieco skróconą i uproszczoną historię? Stracił wszystko – dom, rodzinę, pieniądze. Znalazł się na samym dnie.
Dzisiaj po raz pierwszy ujrzałam u niego łzy, po raz pierwszy powiedział, że jest idiotą, że sp…dolił wszystko, że mimo że mnie kochał wszystko zepsuł. Przyszedł, bo chciał porozmawiać i ,,usłyszeć coś mądrego”. Nie wiem, czy to co mu odpowiedziałam było mądre. Powiedziałam, że kiedyś zbyt dużo mówiłam i uważam, że powinien dać sobie szansę na nowe życie, że powinien podjąć walkę o swoje życie dla siebie, aby odzyskać szacunek dla samego siebie. Płakał. Niestety, powiedział, że nie da rady, że nie ma po co, że nie widzi sensu. Powiedział, że najprościej będzie, jak się zapije. I ciągle płakał.To było dla mnie coś nowego. Od pół roku nie mieszkamy razem, odzyskałam jako taki spokój, ciągle jeżdźę na terapię do psychologa (ta forma odpowiada mi bardziej niż ,,wsparcie” grupy, może trafiłam na nieodpowiednią wcześniej).

Dzisiaj wzbudził mój niepokój. Po co przyszedł? Szukał pomocy? Liczył, że powiem, że może wrócić? Ktoś mógłby dać mi jakąś wskazówkę?

LIDIA BAKOLA - 13 Styczeń 2015

Ja zyje z alkoholikiem 38lat,moim zdaniem powinnas mu dac szanse i chce wierzyc ze to mu pomoze wydostac sie z dolu do jakiego doprowadzil go alkohol.

LIDIA BAKOLA - 13 Styczeń 2015

Ja zyje z alkoholikiem38lat,moim zdaniem powinnas mu dac szanse i chce wierzyc ze to mu pomoze wydostac sie z dolu do jakiego doprowadzil go alkohol.

10. Paweł Komuda - 30 Lipiec 2014

mi terapia pomogla dobrze , szczegolnie gruba aa .nie pije juz 3 lata , jest wszystko wporzadku

tenjaras - 31 Lipiec 2014

I tak trzymaj:)

11. beata - 4 Grudzień 2014

Nie umiem sobie poradzić z chorobą alkoholową męża. Kiedy wracam z pracy mąż najczęściej śpi w swoim pokoju. Po tym jak przestałam mu gotować, praktycznie nie je nic wartościowego. Tylko ja już nie mogę dłużej patrzeć na to jak przepija swoje pieniądze a oczekuje że ja zrobie zakupy i ugotuję dla niego ciepły obiadek. Targają mnie wyrzuty sumienia, ciężko mi patrzeć na to jak marnuje sobie zdrowie, tylko to jego życie i ja nie mogę nic z tym zrobić.

12. turska - 5 Grudzień 2014

Daj spokoj zacznij już myslec o sobie bo zwariujesz ja tez to przechodziłam i tylko nabawiłam się choroby i lecze się u psychiatry tyle z tych nerwow i zmartwien mi pozostalo dziś jestem wrakiem człowieka zrujnowana chora znerwicowana mloda kobieta.dbaj o siebie zanim będzie za pozno.to od niego zależy czy cos z tym zrobi ty możesz go pokierować tylko albo wylac kubel zimnej wody ,rozstać się z nim no nie wiem.wykonczy ciebie a on nic sobie z tego nie robi uwierz mi,jak on zyga to ty siedz na fotelu i oglądaj film a on niech zyga i lezy w tych zygach sobie az się obudzi i zobaczy nie chce jesc to niech nie je ty nie będziesz glodna jak on się nie naje.kubel zimnej wody polecam i powodzenia zycze.

dania - 4 Styczeń 2015

a mój wrócił do nałogu po 5 i pół roku. Pracuje poza domem i nie patrzę codziennie na niego, ale czułam ,że coś nie tak. Nie węchem czułam bo tem mam stępiony, tylko tak po prostu. Niby sam teraz chce sobie poradzić z nalogiem, ale ja za to jestem w ruinie emocjonalnej.Powiezdziałam po jego terapii że jeśli zacznie pić to się wyprowadzę, a teraz co nie mam dokąd się wyprowadzić w tym durnym kraju pracując nie stać mnie na wynajem i to teraz wszystko wpędza mnie w takie doły ,że żyć się nie chce tylko łzy same lecą że zmarnowałam życie,że nie mam gdzie odejść…

13. turska - 5 Styczeń 2015

wiem i rozumiem cie i bardzo ci wspolczuje,bo co zrobic jak czlowiek nie ma gdzie pojsc,wiem zeby wynajac samemu mieszkanie i sie utrzymac to w naszym kraju tragedia,mysli klebia sie w glowie myslisz i analizujesz ciagle .ale czasami lepiej jest zaryzykowac iwybrac gorsze zlo i zyc w biedzie ale w spokoju emocjonalnym a zycie wkoncu sie ulozy.alkoholizm drugiego czlowieka wykancza fizycznie i psychicznie,albo zyc z nim tylko po prostu swoim zyciem i nie przykladac wagi do tego co on robi miec dla siebie szacunek i znac swoja wartosc bo to nie twoja wina ze on pije i nie wstydzic sie tego,to on niech sie wstydzi.ja tez sie wstydzilam na poczatku wszystko po cichutku zeby sasiedzi nie slyszeli nie widzieli a teraz torby na klatke leca jak popadnie i nie wazne ze ktos slyszy.teraz jest dobrze od dlugiego czasu ale tropienie weszenie sprawdzanie chociaz bym nie chciala to i tak samo idzie,maly ruch jego wskazujacy o nawrocie to horror to juz mysle ze nigdy nie minie w psychice zostaje.kubel zimnej wody torby z domu przez okno to pomaga na dluzszy czas jemu i mi.proponuje isc na spotkania A-alonek mozna si duzo nauczyc jak zyc z alkoholikiem.zycze powodzenia i spokoju.pozdrawiam.

14. sterkowiec elzbieta - 21 Luty 2015

witam, zycie mnie nie oszczedza jestem po duzych przejsciach ,sama wychowuje niepelnosprawne dziecko nie jest mi latwo maz nie zyje a moj partner z ktorym bylam 3,5 roku jest alkoholikiem obecnie na odwyku ,juz nie moglam z nim zyc ,balam sie o dziecko wyrzucilam go we wrzesniu blagal prosil przepraszal wytrzymal do swiat B.N.w styczniu ponowna eksmisja juz mialam dosc awantur policji,mial wszystko i stracil wszystko ,nie ma sie gdzie podziac po opuszczeniu szpitala nie mamy slubu ani nie ma u mnie meldunku wspolnych dzieci tez ma swoje z poprzedniego malzenstwa i to jego syn umiescil go w szpitalu ,dzwoni ,do mnie blaga ze nie bedzie pil ,ze mnie kocha,ogolnie jest pracowity i dobry ale jak trzezwy co mam zrobic dac kolejna szanse?boje sie a moze walczy tylko o dach nad glowa?czy mam mu uwierzyc?prosze o odpowiedz pozdrawiam

15. turska - 23 Luty 2015

Witam.Jezeli jest on Pani pomocny w zyciu,bo samemu czasami ciężko jest,ale czasami tez lepiej jest zyc samemu ale w spokoju.Musi Pani dobrze przemyslec,jezeli był na odwyku to może cos sobie poukladal w glowie,oni kochają alkoholicy kochają naprawdę i nie panuja nad swoja choroba,ale najważniejsze sa proby podejmowane leczenia,powinien tez chodzic na spotkania AA.Jezeli był na leczeniu poraz pierwszy można sprobowac dac mu szanse ale tez postawić jasne zasady,powinien chodzic na spotkania AA,uczestniczyc w wyjazdach które oni organizują,zaczac pokazywać się ludziom ze swoja choroba,musi się do tego przyznać i się tego nie wstydzić.Tych prob może być kilka i albo mu się uda a Pani to wytrzyma a będzie ciężko bardzo ciężko Pani.Jezeli on tych prob nie wytrzyma i bedzie powracal do nalogu to znaczy ze to jest silniejsze od wszystkiego to tak juz zostaniea i wtedy powinna się Pani z nim pozegnac i ukladac sobie zycie na nowo.Ja tez to przeszłam i naprawdę nawet ciężko mi jest o tym temacie już pisać,bylam już ruina człowieka nie wiedziałam co się ze mna dzieje,i zaczelam grac twardymi kartami i tylko to mnie uratowalo,sto razy dawałam szanse szanse i szanse wkolko to samo,trzeba postawić warunki i ich dotrzymać i to wszystko,po kilku probach będzie wiadomo.A Pani powinna isc na spotkania alonek dużo się Pani tam nauczy-polecam.Zycze powodzenia i spokoju w zyciu dla Pani i Pani dziecka./Trzy proby powinny wystarczyc na odpowiedz./

16. Biochemik - 26 Luty 2015

Choroba alkoholowa jak ją nazywają nie jest żadną chorobą . Następuje uzależnienie po przez rozregulowaną dopamine w mózgu ,czynnik który odpowiada za prokreacje ruchliwość oraz wydziela hormon szczęścia , który zostaje zaburzony nadmiernym spożywaniem substancji opiatów w postaci narkotyków czy alkoholu który jest z grupy narkotyków także . Tworzą się nowe powiązania neuronowe w mózgu i dopamina wydziela się tylko przy spożyciu substancji narkotycznej i cała prawda o uzależnieniu , Wszelkie próby leczenia są naciąganiem pieniędzy od naiwnych szczególnie w ośrodkach prywatnych które powstają jak grzyby po deszczu . Kluby AA są czysta spekulacją sztucznego wspierania się ludzi naiwnych szukających oparcia w sile wyżej tak zwanego uwiądu umysłowego iluzji kłamstwa i chwalenia się jak długo sobie daje rade z nie piciem i przez to jestem lepszy od drugich . Lek na prawidłowe działanie dopaminy został wynaleziony w 1989 roku w pewnym laboratorium w
w Stanach Zjednoczonych i nigdy nie zostanie wdrożony do produkcji można sobie samemu odpowiedzieć dlaczego.

tenjaras - 27 Luty 2015

Piszesz w typowy sposób dla kogoś kto nie ma najmniejszego zamiaru się leczyć lub uważa, że to ktoś lub coś ma jego wyleczyć. Dlatego uznam, że mam do czynienia z osobą chorą na alkoholizm. To typowa postawa dla pijącego i chcącego pić alkoholika, któremu nikt nie będzie mówił jak ma żyć.

Najważniejsze co chcę napisać, to wolnoć Tomku w swoim domku. Nikt z nas, na tym czasem dziwnym świecie, żyć nie musi. A zwłaszcza być szczęśliwym nie musi.

O samozakłamaniu nie będę pisał, bo „kluby aa” sugerują, że poruszasz tematy, o których niezbyt wiele wiesz, ale nikt nie mądrzejszy od Ciebie.

Leki są i mają szerokie zastosowanie. Nie wszyscy jednak się do nich uciekają. Niektórzy, i ja do takich należę, kierują się tym co działa tak, że pomimo iż byłem na dnie, na granicy społecznego wykluczenia, mogę dziś zupełnie swobodnie poruszać się w społeczeństwie, żyć zupełnie normalnie bez ucieczki w iluzoryczny świat mechanizmów choroby alkoholowej. A to coś, to najpierw terapia w ośrodkach odwykowych i wsparcie psychologów wykształconych w kierunku rozumienia mechanizmów uzależnienia, bo ogólna psychologia to pomija, a potem 12 Kroków AA, w międzyczasie czas spędzany w Klubach i innych inicjatywach trzeźwych alkoholików. Nie muszę szukać teorii spiskowych o ukrywanych lekach na uzależnienia. Ani alkohol, ani żadne inne środki zmieniające świadomość już mi nie są potrzebne do funkcjonowania.

17. turska - 27 Luty 2015

No oczywiście leki sa i maja szerokie zastosowanie.Masz racje terapia w ośrodkach i wsparcie wykształconych psychologow którzy znaja mechanizmy uzalezniena,spotkana AA to działa jak człowiek człowieka będzie wspieral,tworza się przyjaznie .Ale osoba uzalezniona musi trafic na dno musi dużo stracic aby naprawdę zacząć dzialac.

tenjaras - 27 Luty 2015

Moje osobiste doświadczenie, ale i obserwacja innych alkoholików, mówi mi, że są dwa rodzaje owego dna.

Jedno jest rzeczywiste, opisane w Wielkiej Księdze jako chwila, w której alkoholik uświadamia sobie, że zdechnie jeśli nie podklinuje, ale jednocześnie zdaje sobie sprawę, że jak wypije to go to zabije. Jest w momencie absolutnie bez wyjścia, pozostaje sam i żadnego wyboru, żadnej możliwości ucieczki.

Drugi rodzaj nazywam „dnem uświadomionym”. Coś takiego przeżyłem ja. Okoliczności sprawiły, że znalazłem się w sytuacji, która niezaprzeczalnie zaprzeczyła wszystkiemu w co do tej pory wierzyłem. Zawsze uważałem, że alkoholik pije aż go alkohol zabije. Można tylko zdobywać się na jakąś klasę i nie zginąć jako bezdomny „dyktator”. Nagle pojawili się trzeźwi alkoholicy i zaprzeczyli istniejącemu do tej pory światu. Okazało się, że był to świat jedynie mojej wyobraźni, nieprawdziwy, sztuczny i na potrzeby funkcjonowania zestawu kilku atomów w moim ciele, umyśle i duszy.

Istotnym elementem w moim zdrowieniu była ingerencja Boga. Nie potrafię inaczej wyjaśnić mojej determinacji do zdrowienia. Abstynencja źle mi się kojarzyła, a trzeźwość nie wchodziła w rachubę. Nagle stały się istotnymi wartościami. Długo chodziłem z pytaniem co takiego się ze mną stało. Odpowiedź znalazłem w Wielkiej Księdze. Jest tam opowieść o pewnym alkoholiku, któremu nagle Bóg przywrócił zdrowy rozsądek i problem alkoholowy w związku z tym przeminął (str.47-48).

biochrmik - 27 Luty 2015

Ludzie zawsz lubią powoływać się na siłę wyższą czyli boga którego nie ma jest energią panteistyczną nie ieosobową Może to pomaga w pewnej iluzji uwiądu umysłowego który działa jako sugestia wyobraźni o istocie wyższej. Człowiek powinien się wykazywać który racjonalizm tej chorobie która wywodzi się wyłącznie z choroby afektywno dwubiegunowej o której ludzie nie mają pojęcia tak zwana energja nasrojów którą każdy posiada czyli stany depresyjne euforyczne wychylenie tych stanów na przykład depresje długotrwałą lub stany euforyczne powodują niestabilność życiową człowiek szuka uciecz.ki która zabja alkoholem lub innymi środkami zmieniającymi nastrój . Przede wszystkim choroba powinna być bardzo wcześnie rozpoznawana i leczona lekami stabilizującymi nastroje byłoby mniej uzależnia i tyle

tenjaras - 28 Luty 2015

Różnimy się. Ja wolę przeżywać, a nie być stłumionym farmakologicznie. Do tłumienia służył mi alkohol. Zastępowanie go czymkolwiek uważam za trwanie w niewoli nałogu, a nie drogą do wolności.

18. LIDIA BAKOLA - 26 Marzec 2015

Witam!!! Ja jeszcze raz poraz setny czy ja osobiscie moge pomoc w jakis sposob swojemu mezowi alkoholikowi,on mnie prosi i mowi to samo i to samo ja juz niechce pic i tylko ty mi mozesz pomoc , apozniej idzie po nastepny trunek dopuki niezasnie i to moze trwac nawet 2 miesiace i nagle przestaje nawet na 5 miesiecy.moge mu pomoc??? czy poprosu rzuca do mnie pileczke tz. mowiac ja szukalem pomocy u ciebie ale ty nic niezrobilas.wiem cos na ten temat bo chodze 20 lat na spotkania wspoluzaleznionych ale nadal mam pytania i to bedzie trwalo cale zycie.wiem ze jest chory,wiem ze jest bardzo nieszczesliwy i trudno mu przestac dopuki sam siebie nie przekona,ale ja moge mu pomoc na sile jak on sobie sam niechce pomoc,jak nigdy niebyl na zadnym spotkaniu i mowi ze on sam przestanie tak jak kiedys,byl taki czas ze przestal na 9lat a pozniej wszystko od nowa to samo i to samo chustawka ktora powoli wykancza ludzi zyjacych kolo alkoholika!

tenjaras - 27 Marzec 2015

Chyba poszedłbym sugerowanym tropem z mądrości AA, gdzie twierdzi się, że alkoholik, któremu zależy na abstynencji nie przemyślał wszystkiego.

Przerwy w piciu to żaden wysiłek. Trwałość abstynencji oparta na trzeźwości i zdrowym rozsądku to cel programu zdrowienia opartego na 12 Krokach.

LIDIA BAKOLA - 27 Marzec 2015

madre slowa i ja rowniez jestem przekonana ze pomoc mu moze tylko A A .mnie pomogla! dziekuje i pozdrawiam!

19. samotna w tłumie - 28 Marzec 2015

Mój tata pił, pije dalej ale nie mam z nim kontaktu, nie poznaje mnie nawet na ulicy, teraz pije mój brat i ojczym. Spotkać ich trzeźwych jest trudną sztuką. W ferworze tych codziennych awantur ja też znalazłam ukojenie w piciu. Uświadomiłam sobie ostatnio że na trzeźwo nie potrafię już rozmawiać o uczuciach nawet z bliskimi. Pije praktycznie codziennie, wieczorem gdy moje dziecko już śpi. Kiedyś jej obecność mi nie przeszkadzała w tym , nie dostrzegałam problemu, teraz odczuwam wstyd I bezradność. Jeśli pije ze znajomymi wracam dopiero rano gdy czuję się już „w miare dobrze” wstydze się wrócić pijana. Wychowuje 4letnie dziecko jako samotna matka już od trzech lat , przeszłam wiele, niełatwo było poprosić o pomoc matkę i brata, walczyłam wtedy, alkohol był gdzieś tam w tle czułam że góry mogę przenosić na wzór swojej matki chciałam córkę chronić przed takim dzieciństwem jakie miałam ja, ale nie wyszło. Teraz nie dość że w domu piją wszyscy ( o zgrozo nawet popija moja matka , która przez 50prawie lat była wrogiem alkoholu. Pije z „nerwów” ) awantury i wyzwiska są na porządku dziennym. Zgubiłam się gdzieś po drodze, „wypije” bo się „wkurzyłam ” skończyło się tym że tak na prawdę nie kontroluje już niczego, picia, wydatków, emocji. Mam wrażenie że jestem o krok od swojego dna, tylko dlatego że za rękę trzyma mnie dziecko i tylko ono nie pozwala skoczyć w dół. Mamy tylko siebie nawzajem, chciałabym wyjść z tego błędnego koła, ale nie wiem jak. W rodzinie nie mam już wsparcia, oni nie widzą problemu. Próba podjęcia tematu że to alkoholizm i temat terapii AA , którą zaproponowałam bratu , (bo we dwoje raźniej) ucięty został przez matkę tekstem:
„nie wydurniaj się co ty nie potrafisz przestać pić ”
” nie a ty?'”
„ja moge wcale nie pić, jaki to problem”
od tamtej rozmowy minęło już dwa miesiące, „moge wcale nie pić” zaowocowało tym że pierwszy raz w życiu widziałam swój dawny autorytet w stanie totalnego zapicia, niezapomniane uczucie , strach, zaskoczenie, rozczarowanie, złość, niezapomniany mix uczuć, który wtedy na chwile uświadomił mi jak beznadziejna jest sytuacja,a potem pozostawił w głowie pustkę, Uczucie jakby Cię właśnie okradli, czegoś Ci brak, ale tak na prawdę nie wiesz czego. Tamtego wieczoru nie wypiłam, nie miałam odwagi. A mój autorytet gdy doszedł do siebie twierdził że nie był pijany, tylko zmęczony, że zamiast współczuć i pomóc o takie rzeczy podejrzewam. A zarzygana cała podłoga i nie tylko to bolący żołądek a nie picie.
Wycofałam się całkiem , w szybkim tempie pozbyłam się resztek pozytywnych mysli, wszystko było beznadziejne, beznadziejnie się czuje i fizycznie i psychicznie.
zdarzały się dni że nie piłam, (kupiłam w końcu samochód- to był dobry powód żeby darować sobie to piwo) Fajnie było, ale niestety. Dzisiaj nie pije mimo iż dziecko śpi, nie pije bo odczuwam jeszcze fizyczne skutki wczorajszego wieczoru, nie pije bo ciężko było patrzeć na odbicie w lustrze (niby to ja, ale całkiem obca).
Wczorajszy strach, pewne wydarzenie które miało miejsce, i próba zrozumienia dlaczego coś takiego się zadziało zaprowadziło mnie do punktu gdzie ciężko o logike, gdzie moralniak wbija w podłoge i zapiera dech w piersiach. Poczułam pogarde i żal do samej siebie, Jestem jak samobójca , który puszcza kierownice samochodu przy prędkości 160km/h i czeka na śmierć, i tak naprawdę nawet jeśli zmieni jeszcze decyzję i spróbuje zapanować nad autem jest za późno. Może dziwne porównanie i tok myslenia, ale tylko takie słowa znajduje na opisanie miejsca i stanu do jakiego dobrnęłam.
w końcu dziś przeszukałam hasła o alkoholizmie w googlach . Trafiłam m.in i tu , naczytałam się sporo. JUż wiem że jestem DDA , w klasycznym wykonaniu. Przeraziło mnie to, do tej pory nie miałam pojęcia jak mocno w mojej głowie siedzi dzieciństwo i jak wszechstronnie utrudnia mi to życie w książkowy sposób. Brak zaufania, lojalność , bycie prymusem w szkole i nad wyraz grzecznym ale nieśmiałym dzieckiem, wpieranie sobie że nic nie jest mi potrzebne że można bez tego żyć, że to tylko kwestia przyzwyczajenia, to wszystko okazuje się teraz skutkiem tego że tatuś pił, do tej pory myślałam tylko że po tamtych czasach został mi paraliż i strach w momencie gdy ktoś na mnie krzyczy i sympatia do policji. Sensowne i logiczne usprawiedliwienie i rozgszeszenie dla mojego picia. Pije bo jestem DDA, pije bo jestem naznaczona, pije bo tak mówią statystyki. Poczytałam też o uzależnieniu, o tym co, jak , gdzie i dlaczego. powody, mechanizmy, skutki. Za często odnajdywałam siebie w tych opisach,ale nie znalazłam odpowiedzi od czego mam zacząć, jedynie uświadomiłam sobie chyba jak bardzo jest źle… Bo jest gorzej niż źle. Nie wiem czy podołam, czy wystarczy mi sił, chciałabym by ktoś mną pokierował, by ktoś mi pomógł, ale tak naprawdę nie mam już nikogo. Odsunęłam się już dawno temu w cień i tak tu stoje licząc na cud, że może ktoś usłyszy mój niemy krzyk. Dlatego krzycze tutaj bo chcę to z siebie wyrzucić, chcę by ktoś poznał moją wersje tej choroby, licząc po cichu na jakąś pomocną dłoń, bądź odnalezienie ścieżki na którą trzeba wejść by zawalczyć o siebie. Chcę walczyć i żyć ,a nie wegetować jak teraz. Mam problem to już wiem, aż za dobrze… Co dalej? Nad tym myślę. Pozdrawiam, i dziękuję za to że tu trafiłam. Dopóki walcze jestem zwycięscą, mam nadzieję że życie nie położy mnie na łopatki, czego życze każdemu kto tu zawita.

tenjaras - 30 Marzec 2015

Wybacz, że zamieszczę jedynie linki, ale czas mnie goni:
http://free4web.pl/3/2,59990,420468,8418405,Thread.html czyli co zrobić, by nie wrócić do picia?

Na początku pierwszy krok, czyli jak to proponują AA: https://tentydzien.wordpress.com/2010/11/25/na-poczatku-pierwszy-krok/

Doskonale rozumiem Twój stan ducha. To znany w naszym środowisku moment gdy stoi się na rozstaju dróg. Albo się pójdzie w to dalej, albo zawróci. Nie ma trzeciej możliwości.

20. anita - 21 Maj 2015

Ja mam problem z ojcem, popijał a od śmierci mamy pije prawie że codziennie, pije wszystko co znajdzie co ma %. Rozmowa że jest nam potrzebny nie pomaga. Mama zmarła nagle, każdemu jest z tym cięzko minęło 8 miesięcy od kąd jej nie ma. Czy tato się załamał?- niewiem, teraz nie ma kontroli, kiedyś się ograniczał jak wracał z pracy a teraz nie liczy się dla niego nic tylko picie. Boję się o niego. Jak mu pomóc, co zrobić aby chciał aby mu pomóc. Czasem zdarzają się awantury ale zazwyczaj nie jest w stanie sam wejść do domu.

21. Beata - 19 Lipiec 2015

Od kilku lat staram się namówić mojego męża aby podjął terapię alkoholową. On twierdzi że jak zechce to przestanie pić tylko co ja wtedy mu zaoferuję w zamian. Jak przekonać męża że to nie dla mnie ma się leczyć tylko dla siebie?

tenjaras - 20 Lipiec 2015

Sugerowałbym udanie się do najbliższego ośrodka, w którym prowadzone są terapie dla alkoholików, by tam, przy dokładniejszym rozpoznaniu sytuacji opracować dalszy plan działania wobec męża. Z terapeutami i psychologami kształcącymi się w kierunku terapii nieuzależnień (broń Boże, w takich przypadkach, przed psychologią ogólną), znawcami tematu, będzie łatwiej.

22. margareta - 22 Lipiec 2015

margareta polecam baclofen i książkę spowiedz z butelki

tenjaras - 28 Sierpień 2015

Co to jest baclofen?

23. Kasia - 27 Sierpień 2015

Jestem w wolnym związku już prawie 4 rok. Mój partner pije codziennie po 2 czy 3 piwa dziennie,chodzi do pracy,jesli ma wolne to pije tak żeby się upić i robić w domu awantury. mam syna 7letniego z poprzedniego zwiazku i corke 4mies. z obecnym pijącym partnerem.Awanturuje się nie patrząc na dzieci, popycha mnie nawet trzymając malestwo na rece, krzyczy na mojego syna,czasem dojdzie do przemocy i szarpaniny z nim .raz nie chciałam go do domu wpuścić pijanego to kopał w drzwi to wezwałam policje bo już nie wytrzymywałam. ciągle obiecuje że to ostanie piwo że nie będzie pił …a i tak zawsze robi to samo.nie ufam mu już że nie bedzie pił, nie wieżę w żadne jego słowo które mówi bo i tak zawsze zrobi tak że sie napije czy to po pracy czy do domu po pracy weżmie 2 piwa, musi wyjsc do kolegów na piwo…zawsze wiem w jakim stanie wróci i co będzie,a ja nie mam siły już na to wszystko. Chce żeby moje dzieci nie patrzyły na to wszystko…czasami umie być normalny dopuki go nie złapie.Dwa razy juz się wyprowadzałam do rodziców i wróciłam do niego. Jestem bezsilna …pomóżcie

24. Bella - 15 Wrzesień 2015

Witajcie. Mój problem jest troszkę inny, może bardziej złożony. A może tak mi się tylko wydaje…Jestem od kilku lat po rozwodzie, mam dorosłą córkę. Od ponad 3 lat jestem w związku, do tej pory wspaniałym i udanym. Miałam wrażenie że w końcu spotkałam swoja druga polówkę.. wiedziałam ze jest alkoholikiem, ale trzeźwym od ponad 6 lat, pełnym dobrej pozytywnej energii. Będąc ze mną był trzeźwy kolejne 3 lata (tez ponad). Do trzeźwości doszedł terapiami, treningami typu wybaczanie, motywacja, DDA itp.(nie pamiętam wszystkiego), wizytami u psychoterapeuty (ale nie było to AA). W trakcie tych lat przeszedł wiele… bardzo nieprzyjemny rozwód, utrata pracy i długi okres bezrobocia, długi, zmiana mieszkania na mniejsze i gorsze itp. Byłam przy nim, było dobrze – tzn. nie było nawet mowy o alkoholu, jakby temat nie istniał, choć miał oczywiście dołki, smutki.. Wiem że nie pił wtedy, był po prostu inny. I nagle zaczęły się kłopoty..kiedyś po prostu wyczułam od niego alkohol. Potem był długo spokój, ale sytuacja zaczęła się powtarzać… Były wizyty u psychologa w poradni, grupa wsparcia, później AA…. W tej chwili jest już źle, bo pije coraz częściej, zaczął mnie oszukiwać, kłamać…Czuję się tak jakbym była z innym człowiekiem. Jest z nim ten kłopot że on już przeszedł etapy alkoholizmu tj. picia, wyleczenia i długoletniej trzeźwości. Ma bardzo dużą wiedzę na ten temat, zna swoje ciało, symptomy, wie co mu dolega i teoretycznie jak sobie z tym radzić. Ma również świadomość tego że krzywdzi siebie, mnie, że może wszystko stracić. Podejmował próby powrotu do trzeźwości, dużo rozmawialiśmy o tym, wiedział że ma moje wsparcie, bo wierzyłam że da radę. Ale zaprzestał wszystkiego… A zaczął pić w chwili kiedy powoli zaczęło się układać – znalazł pracę, zamienił mieszkanie, dostał nieoczekiwanie spore pieniądze i spłacił duża część długów, zaczął powoli wychodzić na prostą…między nami wszystko się super układało, zaczęliśmy trochę wyjeżdżać…I przestałam cokolwiek rozumieć…Dlaczego, po tylu latach? Kiedy los mu zaczął sprzyjać a ścieżki prostować? Przecież wiem że mnie bardzo kocha… Nie rozumiem i nie wiem co zrobić, jak mu pomóc.. i sobie… Bo już nie jest mi dobrze…

tenjaras - 15 Wrzesień 2015

Gdybym mógł zasugerować, to podpowiadałbym jednoznaczne warunki. Np. w ciągu najbliższych trzech miesięcy masz podjąć i ukończyć terapię podstawową – od nowa. A jak już zacznie, to warunek: dwa lata abstynencji i kontynuacja leczenia.

Jeżeli się leczył to wie, że pomimo iż jest alkoholikiem to on wybiera czy alkohol, czy życie.

Bella - 15 Wrzesień 2015

Twarda miłość hmmm:-) dzięki za odpowiedź i podpowiedź. Postaram się tak zrobić. Pozdrawiam!

25. Hanna - 13 Grudzień 2015

Kiedy przeczytalam powyzszy tekst i komentarze bylych czy obecnych alkoholikow , nasunely mi sie dwa wnioski : po pierwsze panowie „”alkoholicy”” probujecie wmawiac mi ze to ja od 28 lat zona alkoholika jestem winna bo nie caluje go po stopach za to ze kolejny dzien sie sam w swoim pokoju nachlal ze jak zwykle dolecialy mnie najwspanialsze epitety na swiecie ze””pieknie sie wyslawiajac wywolal kolejna awanture! Nie odzywam sie jak sie nachla proponowalam mu pomoc prosilam zeby sie zglosil o pomoc ale to ja nadal jestem winna . Wedlug was powinnam sie zwolnic z pracy wyzucic dzieci z domu zeby sie alkoholik nie stresowal i powinnam sie zakala rodziny zaopiekowac. Moze jeszcze powinnam zaopatrywac go w alkohol zeby sie nie stresowal co ? porownujecie alkoholizm do innych chorob !!! to jest poprostu smieszne!! ja sobie nadcisnienia nie wybralam tylko mam je przez meza alkoholika !!! a on picie alkoholu wybral sam !!!! Alkoholizm jest jak narkomania ! sam decydujesz czy nim zostaniesz !!! nie obrazajcie ludzi chorych porownujac ich z alkoholikami ! czy chory na raka siegnal po raka tak jak alkoholik po alkohol ???? Tak latwo wam przychodzi usprawiedliwiac te pijace gady !!!! A co z ich maltretowanymi rodzinami ????? zapewne wedlug was pijakow sami sobie na takie zycie zasluzyli . Zal mi was ze jestescie tacy glupi ale to wedlug was nie wasza wina ze woda zzarla wam mozg !!!

tenjaras - 14 Grudzień 2015

Myślę, że Twój mąż nie pije przez Ciebie, ani dla Ciebie. Dla Ciebie również nie przestanie pić.
A jeśli poczuwasz się do jakiejkolwiek winy, to może dlatego, że pozwalasz by to co przeżywasz i tak Cię boli, pogłębiało się. Zacznij żyć mimo wyczynów Twojego męża, bo życie nie kręci się wokół niego. Zajmij się swoimi sprawami, a jego zostaw. Ani dla Ciebie, ani dla żadnej innej żony, która weszła w alkoholizm męża tak daleko, nie jest to proste. Musisz się tego nauczyć, jak każda inna żona w Twojej sytuacji. Pomagają w tym terapie organizowane dla rodzin w ośrodkach odwykowych i grupy Al-Anon pracujące na 12 Krokach.

lojewska451@wp.pl - 15 Grudzień 2015

Borykałam się z problemem alkoholizmu przez wiele lat. Próbowałam mu pomóc. Był kilkakrotnie na leczeniu. Dawałam mu ciągle szansę. Był moment, że obwiniałam się za jego picie. Wydawało mi się, że jestem za mało atrakcyjna, że za mało poświęcam mu czasu, itd. Przez pewien czas chodziłam na spotkania Al-Anon. Niestety, spotkania pogłębiły tylko stan złego samopoczucia. Szukałam pomocy dalej. Trafiłam na wspaniałego terapeutę. Otworzył mi oczy. Zobaczyłam, że nie jestem w stanie wpłynąć na swojego męża, ale mogę zmienić życie swoje i dziecka. Zaczęłam działać:) !!!!!!!!! Dzisiaj jestem szczęśliwą kobietą, mam spokój w domu. Moje dziecko ma normalny dom. Rozwiodłam się, a byłego męża wyrzuciłam z domu. Pije nadal. A ja zaczynam w końcu myśleć, że mogę jeszcze ułożyć sobie ŻYCIE.:)

26. Lidia Bakola - 18 Styczeń 2016

Moj maz pije juz prawie30 lat,jest dobrym czlowiekiem,ale zycie z nim przez te wszystkie lata bylo bardzo trudne 15 lat temu przestal pic na 8 lat bo wyladowal w szpitalu pozniej zaczal na nowo, mogl pic i 2 miesiace bez przerwy,gdy czul sie zle przestawal na 2 lub 3 tygodnie obecnie nie pije od swiat DLACZEGO–bo chyba sie wystraszyl ze to jego koniec mimo tego niechcial ani isc do szpitala ani do lekarza robi diete nie pije i sie czuje dobrze zobaczymy co dalej uwazam ze alkoholik jak chce to to moze przestac oczywiscie moze przestac jest pojeciem wzglednym w jego przypadku to chyba lek przed smiercia go mobilizuje do przerwania picia na dluzszy czas pozdrawiam

27. Axxxxx - 27 Styczeń 2016

Współczuje wszystkim:(, jestem córka i siostra alkoholików:), Jak sięgnę pamięcią ojciec pił całe życie mam (38l).Jako dziecko przechodziłam gehennę . Był czas ,ze mama tez pila.To były okropne czasy.Mam siostrę i brata,który niestety odziedziczył w genach pociąg do alkoholu:((, brat 32 l.Od 18 lat mieszkam za granica i gdy wracam do rodzinnego domu i patrzę na pijanego ojca ,mam straszny ból i myśli dlaczego on jeszcze żyje!( wiem ,jako katoliczka nie powinnam tak nawet myślec .Ale nie mogę na niego patrzeć😦, Był na rożnych terapiach odwykowych,szpitalach,AA,wszywkach ,ale naprawdę nic a nic nie pomogło:((((Od kilku lat niestety mój brat podziela ten sam los ,był na wszystkim możliwych odwykach rownież prywatnych i tez nie pomogło:(((((Rozmowy ,prośby ,groźby ,zakazy ,nakazy nic nie pomaga .Modle sie codziennie do Św.Rity i do Boziuni o opamiętanie dla mojego ojca i brata.Mam Wielka nadzieje,ze wysłuchają moich modlitw. Bo mi samej została tylko nadzieje:(

Gosia - 30 Styczeń 2016

Jestem żoną alkoholika od 40 lat. WYSZŁAM ZAMAZ ,NIE WIEDZĄC O TYM. Nie wiedziałam tez niczego o tej chorobie. Nie rozwiodłam się ze względów religijnych. Dzis alkoholizm przybrał forme hroniczną. Dzis wiem,ze dostałabym kościelne uniewaznienie małzeństwa. NIECH NIKT NIE SĄDZI,ŻE POMOŻE ALKOHOLIKOWI. NIKT NIE POMOŻE,ani AA,ani odwyk… jeśli on sam nie chce!! Dzisiaj doradzam…UCIEKAJ JAK NAJPRĘDZEJ OD ALKOHOLIKA,
i toksycznego zwiazku jesli chcsz przeżyć zycie spokojnie

28. Anna - 4 Luty 2016

Jestem matką alkoholika,mieszkam w Niemczech mam 37 letniego syna który jest alkoholikiem.Ma gdzie mieszkać mógłby podjąć pracę ale nie woli pić uciekł na stację poszukał Polaków których jest tu pełno i z nimi pije ,śpi po altankach bo z dworca są wyganiani przez policję.Ja chodze za synem proszę aby wrócił do domu ale jak do tej pory nie pomagają żadne argumenty,choć muszę przyznać że był w domu parę razy po 4-5 dni doszedł do siebie i znów uciekł na ulicę. Kłamie jak do niego dzwonie że jest na hajmie lub w innym mieście lub twierdzi że będzie jutro w domu.Ja już nie daję rady nie umiem mu pomóc a bardzo bym chciała ponieważ jest to jedyne moje dziecko choć dorosłe, ją muszę pracować nie mogę go stałe szukać i chodzić za nim.Tyle co mogłam to namówiłam syna aby poszedł zemna do kościoła i był a także do spowiedzi ale co z tego jak znów uciekł. Może ktoś z was może mi pomuc poradzić co mam dalej robić serce mi się kraje płacze po nocach sama też mam problemy zdrowotne które ciężko wyleczyć .Proszę o pomoc co dalej jak żyć jak pomóc?

29. Hanna - 8 Luty 2016

Musisz udać się na terapię dla osób współuzależnionych. Pomoże choć w drobnym stopniu radzić sobie z emocjami i nie pozwoli brać na siebie winy za porażki dziecka i nie możesz chodzić za nim krok w krok. Sam musi ponosić odpowiedzialność za swoje czyny. Myśmy długo chodzili za moim bratem, szczególnie mama. 5 miesięcy temu postawiała warunek albo terapia albo wynocha z domu. Udało się odbył terapię, ale po 4 miesiącach abstynencji powrócił do nałogu.
Pije niemalże codziennie z butelki, w ciągu tygodnia trafił 3 razy na izbę wytrzeźwień, kradnie, żebrze by mieć na alkohol. Od tygodnia nie mieszka w domu wyrzuciliśmy go. Rodzice mimo że po terapii są na skraju wyczerpania psychicznego i fizycznego. Z siostrami postanowiłyśmy, że nie dopuścimy brata do rodziców, będziemy ich chronić by nie miał z nimi kontaktu. Jemu nie da się już pomóc „degenerat” jeśli sam nie podejmie decyzji o kolejnej terapii, o trzeźwieniu – nikt nie jest w stanie mu pomóc. Ktokolwiek wyciągnął do niego rękę został okradziony, oszukany. W domu upijał się do nieprzytomności dzień w dzień narażając rodziców na chroniczny stres.Dziś znowu okradł swoich znajomych, którzy go przyjęli pod swój dach, a pieniądze przeznaczył na alkohol. Policja zabrała go na izbę wytrzeźwień. Nie wiem co przyniesie kolejny dzień, ale jedno jest pewne nie chcemy go w domu nie chcemy go widzieć byle z dala od nas. Nie można ciągle odpowiadać za cudze życie. Cieszę się że rodzice dojrzeli do tego żeby mu więcej nie pomagać, że potrafią zamknąć przed nim drzwi. Cierpią, ale z dala od niego.

Beata - 19 Luty 2016

Mój mąż pół roku temu miał pierwszy atak padaczki alkoholowej. Wylądował w szpitalu. MIałam nadzieję ze to co przeżył zniechęci go do dalszego picia. Wytrzymał 5 miesięcy i znowu wrócił do kilkudniowego picia. Obiecałam sobie że jeżeli tym razem nie opamięta się to już nie będzie kolejnej szansy. Nie chcę oglądać kolejnego ataku padaczki a wiem że taki prędzej czy później nastąpi. Nie mam już siły

Santee Dakota - 27 Marzec 2016

za długo czekałaś.teraz to tylko przymus lub opuścić..czasem tak trzeba, nie da się dać więcej niż można bez zabicia siebie.nigdy tej granicy nie przekrocz.nie wolno.ale..odrożnij….pojęcia każdy inaczej przyjmuje, wykłada. ja piszę o skrajności

30. Santee Dakota - 27 Marzec 2016

Nie przeczytałem wszystkich komentarzy więc może coś powielę…przeraża stopień obojętności i akceptacji dla tego ścierwa. Gdy słyszę „alkohol jest dla każdego” w wypowiedzi kogokolwiek, aż chciałbym walnąć cepem..koka też?..hera?..bo kuźwa różnica żadna!!!…nie piłem 30 lat (od urodzenia )..piłem 12..( bo sie poteges…)…teraz leczę..ktoś kto jest nieużywający nie zrozumie. ja patrzę i widzę. wolny kraj, wolni ludzie, wolny dostęp do powszechnie akceptowanego kulturowo najgorszego eksperymentu komuny…chlejta lude!!..nam trzeba bandy niewolników niemyślących..tym bardziej teraz..choć trochę zonk już bo ciężko o zwykłego murarza co cegłę prosto położy..a co z lekarzami?..jak ci wytnie nerkę zamiast trzustki i powie że pomroczność jasna?…

31. klaudia - 29 Marzec 2016

Wyrzuciła męża z domu mieszkam w Niemczech grozi mi przez to odebranie dzieci Jugendamt jest tu bezlitosny rok z mężem nie mieszkam ale oni się uwzieli.problemem jest teściowa najpierw go wyrzucają zawsze do mnie nie patrząc na to czy zabiorą dzieci a jej wnuki nawet dziś trzyma męża w domu mówiąc mu ze ma zapomnieć mnie i dzieci sama żyje osobno z mężem alkoholikiem jak ma dobre dni trzyma mojego męża w domu jak ma złe wyrzuca go na ulicę jak psa czy zima czy deszcz pozbył go mieszkania.kocham mojego męża ale teściowa daje mu przyzwolenie na picie sama niejednokrotnie biega mu po alkohol zawsze były sprzeczki oto ze ona uważa że piwko mu nie zaszkodzi a jak już płynie wyrzuca go z domu dla mnie to zbocza baba zepsuła swoje małżeństwo dzieciństwo dziecku dziś psuje mu jego małżeństwo gdyż u mamusi do czasu ma jak u Boga za piecem i jak najbardziej korzysta bawi się w terapeutke która babcia woli dzieci w domu dziecka widzieć a syna zamarzajacego na ulicy mam kontakt z mężem to chore o 20tej nie może do mnie zadzwonić bo mamusia śpi o 21wszej musi spać bo mamusia o 6tej wstaje on tez chodzą na spacery gotuje mu jedzenie pod nos podstawie śniadanie obiad kolacja łóżeczko mu ścieli i tak go psuje on się robi wygodnym inwalida jak można w tym przypadku od tej zboczonej baby go na terapię wysłać bo za chwilę będzie na ulicy taka jego mama ale porozmawiać z nim nie umie o terapii i wogole nawet kurator w Polsce mówi ze ona wszystko utrudnia udaje że jest dobrze i to moja wina pewnie ze mąż od 17roku życia ma już problemy alkoholowe

32. Sylwia - 14 Maj 2016

Nie wiem czemu ale ta strona bardzo mnie wzruszyła ( teraz jak głupia płacze i nie wiem co zrobić)
Moja babcia, mama każda kobieta w mojej rodzinie jest lub była z alkoholikiem. Zawsze powtarzałam że ja do tego nie dopuszczę… i teraz sama jestem z alkoholikiem. Cóż miłość nie wybiera😀
Nigdy nie uważałam ze mój chłopak jest alkoholikiem. Po prostu czasem lubił wypić więcej a tak szczerze to upić się do nie przytomności. Częstotliwość była różna raz na miesiąc co imprezę różnie. Z pół roku temu zaczął wpadać w ciągi. Najpierw codziennie po 2-3 piwa i raz na jakiś czas impreza. Potem raz na miesiąc pił od 3 dni do tygodnia ale nigdy nie do „spodu” aż tydzień temu stwierdził że mamy się rozstać dla mojego dobra. Teraz ciągle pije oraz powtarza że jest alkoholikiem i niszczy moje życie. Ja tak nie uważam naprawdę go kocham i mam zamiar z nim być, choć zaczyna mnie to męczyć wszystko jest na mojej głowie. Rachunki, długi i jego tygodniowe bezpłatne urlopy. Po przeczytaniu artykułu sądzę ze jest w pierwszym stadium i wiem że leczyć się nie pójdzie.
Co zrobić bo ja nie wiem a zostawić go nie zamierzam.

tenjaras - 15 Maj 2016
33. Dorka - 22 Maj 2016

Witam
Mnie już brakuje siły.Mój mąż mimo terapi na którą chodzi (grupowa)pije .Już nie wiem co robić .

34. Karolina Michalska - 3 Czerwiec 2016

Byłam w takiej sytuacji. Alkohol niszczył moje życie, więc zdecydowałam się na terapię. Trafiłam do p. Macieja Żurka z psychologgia-plus. Była to właściwa decyzja. Bardzo mi pomógł, rzuciłam nałóg.

35. Anna - 15 Lipiec 2016

to jest straszny problem… niestety u nas uzależniony jest syn, nie mamy siły. posłaliśmy go na przymusowe leczenie (za radą, taką życiową i serdeczną stąd: http://www.eporady24.pl/przymusowe_leczenie_uzaleznionego_syna,pytania,3,205,12868.html ) ale niestety uciekł z ośrodka. wiemy że nocuje u znajomych i prawie cały czas pije. co zrobiliśmy nie tak że wychowaliśmy alkoholika? co robić?… co jeszcze mogę zrobić?


Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 255 obserwujących.

%d bloggers like this: